Spodziewałem się, że – jak to zwykle ze mną bywa – zginę w tych lochach po trzech minutach. Ale nie tym razem. Przeżyłem na tyle długo, by spisać dla czytelników Pixelpost niniejszą relację.

Pisaliśmy już na naszym blogu o dokonaniach RetroSouls, jednoosobowego studia producenckiego z dalekiego Nowosybirska. Tym razem jednak Denis Grachev, specjalizujący się dotychczas w pomysłowych i starannie wykonanych zręcznościówkach, proponuje nam zabawę spod znaku roguelite.

I jest to bardzo klasyczna realizacja tematu. Mamy zatem złego nekromantę, zawodowo zajmującego się wskrzeszaniem zmarłych i ciemiężeniem lokalnego królestwa, oraz drużynę trzech śmiałków, którzy bez lęku w sercach wkraczają do podziemi zamieszkałych przez ww. oprycha.

Oczywiście – jak to zazwyczaj bywa w tego typu historiach – potężny przeciwnik przyzywa na pomoc kolejne zastępy potworów, ale na szczęście i bohaterowie nie są bezbronni. Walczyć mogą bronią białą (wtedy wszelako ryzykują kontratak i utratę cennej energii życiowej) lub na dystans – za pomocą magii (zapasy many są jednak ograniczone). Walki toczą się w turach, a niekiedy bardziej opłaca się wyminąć agresora niż tracić zdrowie lub zasoby na kolejne starcie. Stan tych ostatnich można naturalnie poprawić, penetrując zakamarki siedziby nekromanty.

Należy też pamiętać, że kierowani przez gracza herosi różnią się umiejętnościami i warto delegować właściwych ludzi do odpowiednich zadań: o ile wojownik świetnie nada się do rąbania mieczem, o tyle do magicznych ataków lepiej zatrudnić czarodzieja.

Jak widać, system walki nie jest przesadnie skomplikowany, niemniej bezmyślne bieganie po podziemiach szybko zakończy się zgonem, nie można więc lekceważyć przeciwników.

Do złożonych nie należą też zadania, jakie gra stawia przed bohaterami: ot, zazwyczaj trzeba odnaleźć klucz odblokowujący dalsze partie labiryntu czy magiczny teleporter przenoszący do niedostępnych wcześniej partii podziemi, czasem też po prostu wystarczy wytłuc wszystkie potwory zamieszkujące dane piętro.

Naturalnie z biegiem czasu i postępami czynionymi przez gracza sprawy się komplikują – podziemia robią się coraz bardziej rozległe, a wrogowie coraz silniejsi – niemniej Tiny Dungeons to gra chyba jednak nieco za prosta i zbyt szybko pokazująca wszystkie swoje atuty.

A szkoda, bo gdyby autor wzbogacił mechanikę rozgrywki i postawił przez graczem odrobinę bardziej urozmaicone wyzwania, zabawy wystarczyłoby na dłużej. Póki co po wieczorze lub dwóch robi się jednak trochę nudno.

Być może jednak – w myśl zasady it’s not a bug, it’s a feature – ciężko z powyższej cechy czynić Tiny Dungeons zarzut. Te podziemia (co sugeruje już tytuł) miały być przecież niewielkie i takie istotnie są, a ktoś, kto szuka podziemi, które wystarczą mu na długie tygodnie czy miesiące eksploracji i walki, na pewno bez trudu takie znajdzie.

Zwłaszcza że gra RetroSouls to produkcja darmowa – do ściągnięcia z serwisu itch.io i uruchomienia na oryginalnym ZX Spectrum wyposażonym w 128 kB pamięci RAM lub emulatorze.

Pochwalić trzeba natomiast grafikę – estetyczną i udanie budującą klimat przygody – oraz wpadający w ucho motyw muzyczny. Oba te elementy z pewnością warto by nieco urozmaicić, ale i tak bardzo uprzyjemniają zabawę.

Podsumowanie: przyjemność to słowo-klucz przy Tiny Dungeons. Człowiek przyzwyczajony do morderczo trudnych produkcji na ZX Spectrum, którymi katują graczy inni twórcy, tu poczuje się zaskoczony (w zależności od oczekiwań: miło lub niemiło). Bo gra się po prostu przyjemnie, dzięki temu po ośmiobitową rozrywkę mogą sięgnąć nawet ludzie bardzo młodzi lub wręcz przeciwnie – jak Wasz recenzent – starzy i nieco już niedołężni. I nikt nie zginie po pierwszych trzech minutach, wszyscy za to spędzą przy nowej grze RetroSouls kilka sympatycznych chwil.

Gatunek: roguelite

Producent: RetroSouls

Język polski: nie

System: ZX Spectrum 128k

Ocena: Można