Grób Batmana to miniseria wydana pod szyldem DC Black Label, w skład której wchodzą zeszyty The Batman’s Grave #1-12 wydane w oryginale w latach 2019-2021. Za scenariusz komiksu odpowiedzialna jest chodząca ikona – Warren Ellis, autor takich tytułów jak Transmetropolitan oraz Authority. Recenzowany album z głównym kanonem batmanich opowieści łączy całe nic.

Teraz, kiedy najważniejsze i mielone na wszystkie strony przez komiksowych blogerów informacje mamy już za sobą, możemy na spokojnie przyjrzeć się komiksowi, który momentami zaskakuje, momentami trzyma oczekiwany poziom, częściej jednak irytuje. Zaskakuje, ponieważ spokojnie można założyć, że kiedy za skrypt fabularny odpowiedzialny jest Ellis, historia będzie ponadprzeciętna. I owszem, wyróżnia się na tle większości, ale nie pozostaje w pamięci na dłużej. Na internetowych łamach Pixeposta miałem już przyjemność recenzować chociażby zabijający dusznym klimatem Batman: Imposter. czy genialny klasyk w nowej odsłonie Batman: Knightfall – oba komiksy zdecydowanie oceniam wyżej od rzeczonego. Bo sam scenarzysta nigdy nie wystarczy, aby dowieźć małe dzieło (czego najlepszym przykładem jest Fell wydany przez Image Comics; w duecie z Templesmithem aż duszno się robiło od dymków, bynajmniej nie z papierosa – przyp.red.). A już na pewno nie historią, w której Bruce wręcz puchnie od nowoczesnych zabawek, będąc do cna nieśmiertelnym. Oczywiście odczłowieczenie głównego bohatera i nadanie mu nadludzkiej wręcz wytrzymałości to jedno, drugim jest położenie większego nacisku na aspekt detektywistyczny. Na próżno szukać tutaj Batmana z Ligi Sprawiedliwości, bliżej mu do Herculesa Poi… nie, w sumie nie. Wszak w zintegrowanej z całym światem kryjówce Batmana, to komputery łączą wątki w całość. I Alfred. Niekoniecznie główny bohater komiksu.

Ale tak jeszcze na chwilę wracając do Allena. Nie ujmuję niczego osobie pracującej przy największych produkcjach Marvela i DC, zawsze charakteryzowały go dobre dialogi czy nietuzinkowe rozwiązania. Tyle że Grób Batmana rewolucji w gatunku superbohaterskim nie zrobi. Ale może to mnie kanoniczny Bruce Wayne smakuje bardziej niż odstrzelone od głównego nurtu opowieści? W sumie trudno dociec… Chociaż dokładnie to samo mogę powiedzieć o Brianie Hitchu, człowieku odpowiedzialnym za ilustracje. Znowu – poprawne, trzymające fason, zilustrowane zgodnie ze sztuką. I choć trzeba oddać artyście, że dynamiczna, momentami wręcz filmowa akcja to niezaprzeczalny atut autora szkiców, tak nie wybija się całością ponad przeciętność. Jasne, można nie przepadać za kreską Madureiry czy innego Capullo, ale zarówno oni, jak i ikoniczni McFarlane czy Jim Lee rysują w sposób, który trafia do milionów. Poprawnością kadrów Hitch nie rozwali głowy odbiorcy, chociaż zabieg w postaci braku napisów dźwiękonaśladowczych w dymkach jest niezwykle oryginalny. Tutaj plus trafia na konto pomysłodawcy, ponieważ jak się okazuje, usunięcie tego elementu wcale nie ujmuje narracji komiksu, a wręcz pobudza wyobraźnię.

Czy w związku z powyższym Grób Batmana to zły komiks? Absolutnie nie! To doskonała odskocznia od rzeczywistości i trochę wzorem ostatnio recenzowanego Daredevila, stawia na luźniejsze podejście do klasycznego uniwersum. Takie, w którym Alfred Pennyworth jest doświadczonym, strasznie wygadanym i mocno irytującym wojskowym; takie, w którym do pełni szczęścia brakuje tylko nanotechnologii, bo wszystko co większe jest już w posiadaniu Wayne’a; takie, gdzie główny antagonista to rycerz w lśniącym skafandrze mogący zrobić krzywdę herosom wszechczasów. Jak pisałem wyżej, od komiksu zatytułowanego Grób Batmana, oczekiwałbym raczej zanurzenia się w psychopatycznych wspomnieniach, alegorycznym przebywaniu w grobie, podejmowania tematyki śmierci, nawiązania do biblijnego zmartwychwstania i dusznego klimatu, trzymającego do ostatnich kartek za gardło. A dostałem – w dużym uproszczeniu – automatycznie otwieraną trumnę, przy której niespecjalnie trzeba się namęczyć, próbując z niej wyskoczyć niczym nietoperz z kapelusza.

Podsumowanie: Grób Batmana nie jest złym komiksem o ile trafi na podatny grunt. Historia ma prawo się podobać, rysunki mogą pokochać odbiorcy o całkiem innych gustach niż mój. Jednak zestawiając komiks z podobnymi pozycjami Egmontu, ten nie przemawia do mnie głośno. Typowa pozycja do przeczytania i odstawienia na półkę.

Można. Ale czy trzeba?

Gatunek: amerykański komiks superbohaterski

Scenariusz: Warren Ellis

Rysunki: Brian Hitch

Wydawca: Egmont / Klub Świata Komiksu

Liczba stron: 296

Format: twarda oprawa, 170×260 mm

Cena okładkowa: 119,99 zł

Ocena: Można