Nieprawdziwe są twierdzenia, iż geometria euklidesowa daje odpocząć naszym zmysłom. Euklidesowe bryły dla większości mieszczuchów to jedyny styl życia, jaki znamy, acz co nie oznacza, że egzystowanie pośród geometrycznych kształtów jest dla naszych zmysłów znośne i… odprężające.

Prawdziwy świat, w którym naprawdę odpoczywamy składa się z elementów bazujących na strukturach fraktalnych – powtarzalnych, acz w swoich iteracjach dyskretnie rozmytych w przestrzeni. W świecie ogarniętym wojną gry zen pełnią niezwykłą rolę – oderwania i odprężenia od rzeczywistości, która wyraźnie rozpada się na części. Dlatego porzucone dawno (jako gatunek) układanki logiczne dziś powinny ponownie święcić triumfy. Niewątpliwie terapeutyczne będzie zetknięcie z Dorfromantik, ale jest tez coś bliższego idei gry zen od tej pozbawionej nadrzędnego celu układanki z heksagonów.

Dorfromantik poprzez oddanie w nasze ręce projektowania zabudowy wiejskiej stara się otworzyć przed nami coś w rodzaju kreatywnego chaosu – ot dopasowywanie puzzli, obarczone wprawdzie pewnymi z góry narzuconymi regułami, jednak w znacznym stopniu sprowadzające się do kreatywnego, nieco losowego rozrzucania na dwuwymiarowej planszy fragmentów układanki.

Cloud Gardens to jedna z niewielu gier solidnie czerpiących z estetyki zen. De facto – na palcach jednej ręki da się wymienić tytuły, które pasują do tej kategorii. Tym razem poruszamy się w trójwymiarowej przestrzeni, a naszym najważniejszym orężem są rośliny – od pnączy i pędów, przez krzewy, grzyby, aż po drzewa. Właściwie to walka rozpisana na dwa żywioły – euklidesową geometrię planszy i porastającą ją naturę. Kluczem do osiągnięcia celu jest opanowanie całej planszy w stopniu wyznaczonym jako cel (procentowy wskaźnik widoczny w rogu ekranu). Pozyskiwanie nasion możliwe jest na dwa sposoby – na początku każdego z etapów odnajdziemy kilka z nich, rozrzuconych na planszy. Sprawnie przeprowadzony wzrost roślin spowoduje, że zakwitną – a zbieranie kwiatków przekłada się na zdobywanie kolejnych nasion. Można by teoretycznie postępować tak w nieskończoność, pokrywając połacie przestrzeni zielonymi pnączami, ale… ogranicza nas przestrzeń – rośliny nie będą wzrastać, gdy jej zabraknie, a niektóre kombinacje mogą wręcz utrudniać wzrost (na przykład posadzenie drzewa pod metalową konstrukcją). Teoretycznie wzrost roślin powinien następować pod wpływem czasu, warunków zewnętrznych i opadów – po części tak się dzieje w rozgrywce, ale twórcy Cloud Gardens posłużyli się sprytnym zabiegiem, skłaniając nas do zaśmiecania przestrzeni różnymi przedmiotami – każdy z nich wpływa na wzrost roślin na ściśle określonej przestrzeni, przez co planowanie rozmieszczenia taczek, opon, beczek misiów, znaków drogowych, klimatyzatorów i innych wytworów przemysłowej cywilizacji działa jakby na przekór temu, co znamy z naszej rzeczywistości – technologiczne odpady stają się przyczynkiem do rozwoju roślin, zastępując pośrednio czynnik upływu czasu.

I tak tworzymy jakieś abstrakcyjne konstrukcje z przedmiotów i roślin, naprzemiennie obsadzając przestrzeń nasionami i śmieciami, jakby w odwiecznej potyczce pomiędzy estetyką brył euklidesowych i form fraktalnych. Co prowadzi czasami do wyjątkowo zgrabnych układów urbanistyczno-ogrodniczych, innym razem kończy się zielonkawym chaosem, w wielu przypadkach może też skończyć się na gołym betonie i zahamowaniu wzrostu przez zwyczajne, nieumiejętne rozsiewanie zieleni. Niekiedy twórcy prowadzą nas jakby za rączkę, podsuwając gotowe elementy do wystroju sceny, innym razem obrywamy obuchem, gdy na krańcu pięknie zaprojektowanej planszy dostajemy do umieszczenia wielgachny wagonik kolejki (który nijak, nigdzie się już nie mieści!). Otóż to – całym trikiem wkomponowanym w mechanikę tej roślinno-urbanistycznej rozgrywki jest to, że każdy nieumiejętnie umieszczony przedmiot może zniszczyć nasze zasiewy i będziemy musieli jeszcze raz pracowicie szukać miejsca dla nasion.

Znaczącym urozmaiceniem rozgrywki jest to, że niektóre z plansz są wieloetapowe, to znaczy po zaplanowaniu fragmentu ogrodu, otwierają się przed nami kolejne przestrzenie. Również podział tematyczny kilkudziesięciu plansz, połączonych etapami, które prezentują nam kolejne nasiona, dodawane do rozgrywki w trakcie zabawy – mocno różnicuje zabawę, która przecież na każdej z plansz sprowadza się do tego samego. Nawet sam układ plansz na wykresie przypomina strukturę drzewiastą… Jest i tryb kreatywny, w którym możemy bawić się wszystkimi dodanymi do puli nasionami i przedmiotami, ale… brak odgórnego celu (zapanowania zielonymi nad betonowymi) nieco psuje tu sam element rozrywkowy…

Ciekawym modyfikatorem rozgrywki są doniczki i kratki powodujące akcelerowany wzrost roślin – jakże miło ogląda się gwałtowne pochłanianie przestrzeni prze grzyby, drzewa i pnącza. Można też wspomóc się deszczem z chmurki, ale i za takie rozwiązanie trzeba zapłacić hodując sporo kwiatków.

Podsumowanie: Cloud Garden to wspaniałe osiągnięcie – pozornie sprowadzające się wyłącznie do zatapiania się w audiowizualnym zen, które może nie stanowi dla naszych szarych komórek poważnego wyzwania (jak to w grach logicznych bywa). Fakt, większość z etapów nie stanowi dla wyjadaczy (niecasualowych graczy) żadnego wyzwania, ale zdarzają się i takie, które skłaniają do kombinowania. Właściwie Cloud Gardens to taki Fallout, po którym zamiast szukać przygód, jakiś ogrodnik postanowił ozdobić roślinami opuszczone i zapomniane pozostałości po cywilizacji. I zrealizowano to perfekcyjnie!

Gatunek: relaksacyjny sandbox, gra strategiczna

Producent: noio

System: PC Windows/macOS (Steam, itch.io), Xbox One, Xbox Series S, Xbox Series X

Język polski: nie

Premiera: 1.09.2021 r.

Ocena: Koniecznie grać!