Gry umieszczone w innych grach to ciekawy temat, który można rozpatrywać na wielu płaszczyznach. Minigry, zawarte w dużych tytułach, często pełnią rolę jakichś kluczowych mechanik służących do osiągania ważnych celów.

Może to być na przykład sposób na włamywanie się do terminali komputerowych lub metoda rozbrajania ładunków wybuchowych. Niemal każdy gracz się z tym zetknął, a opinie bywają różne – dla niektórych może to być przyjemna odskocznia, a dla innych już tylko irytujący przymus. Zdarzają się również umilacze czasu, jak opcjonalna możliwość zagrania w odmianę pokera Texas Hold’em, czego uświadczymy między innymi w Red Dead Redeption 2. Podobnym przykładem będzie chociażby Gwint z Wiedźmina 3.

Gry ukryte w grach mogą pełnić jeszcze inną funkcję, a jest nią nostalgiczna podróż. Twórcy czasem przemycają fragment klasyka do współczesnych odsłon serii, czego przykładem może być Wolfenstein 3D ukryty w Wolfenstein: The New Order.

Innym zabiegiem w podobnym stylu, było chociażby wstawienie poziomu z gry Crash Bandicoot do Uncharted 4: A Thief’s End. Teraz proponuję przejść do czegoś, czym aktualnie rozgrzano cały internet. Ostatnio w wielu miejscach pojawiały się artykuły i informacje na temat możliwości uruchomienia pełnej wersji TimeSplitters 2 w Homefront: The Revolution. To właśnie ten przykład gry ukrytej w grze, skłonił mnie do pewnych przemyśleń. Przede wszystkim widać, jak duże zainteresowanie wygenerowano tego typu zabiegiem. Oczywiście w tym konkretnym przypadku dochodzi jeszcze intrygująca wiele osób kwestia zagubionych kodów, które umożliwiają odblokowanie wszystkie etapy TimeSplitters 2. Ja jednak przede wszystkim oddałem się przemyśleniom na temat ogromnego potencjału, jaki skrywają gry ukryte w grach. Konkretnie – chodzi mi o niezwykle pozytywny wydźwięk takiej niespodzianki. Gracze, którzy podczas rozgrywki w duży tytuł AAA, zupełnie przypadkowo natkną się na opcjonalną grę, z reguły będą bardzo zadowoleni.

Sytuacja, w której twórcy w ogóle się tym nie chwalą, w żaden sposób tego nie reklamują i zwyczajnie ukrywają pokaźną minigrę, albo pełną wersję jakiegoś klasyka, to moim zdaniem świetny pomysł o potencjalnie dużych korzyściach dla twórców. Tym sposobem można uzyskać darmowy marketing o dalekim zasięgu, ale tylko wtedy, gdy ukryta minigra zaskakuje jakością. Jeżeli nikt się czegoś nie spodziewał, to miłe zaskoczenie zostanie spotęgowane. Dziennikarze chętnie napiszą o niesłychanie dobrym easter eggu, przy którym o dziwo stracili nawet parę godzin. Z kolei gracze będą dzielić się swoimi wrażeniami i dyskutować o minigierce, która okazała się być całkowitym zaskoczeniem. Nikt tego nie oczekiwał, ale każdy uznał, że gest był strzałem w dziesiątkę. Mniej więcej taka wizja skłania mnie do postawienia tezy, że twórcy mogliby zdecydowanie częściej ukrywać gry w swoich grach. Jak najbardziej zdaję sobie sprawę z tego, że to są dodatkowe koszty, zasoby i czas, ale być może czasem opłacałoby się zrobić sporych rozmiarów, niezwykle dopracowaną minigrę, która wszystkich zaskoczy i oczaruje. Inwestycja i związane z nią ryzyko, może się potem zwracać w postaci zadowolenia graczy oraz darmowego marketingu. Tak sobie tylko rozmyślam, ale oczywiście nie upieram się, że to dobry pomysł.