Twórca tego projektu, PillowByte, oddając do naszych rąk Froggie Beamie ma zamiar za jej pomocą przełamać klątwę „aspirującego twórcy gier, który chce stworzyć kolejną dużą grę MMORPG i nigdy nie wydać tej cholernej gry”.

Jeśli tworzy takie totemy, które mają go chronić przed wspomnianą klątwą, to uznajemy, że wzniesiony właśnie z cyfrowych pikseli twór jest na tyle intrygujący, że chętnie ujrzelibyśmy znacznie bardziej rozbudowaną wersję Froggie Beamie.

Na pierwszy rzut oka to typowa platformówka aspirująca do miana miana metroidvanii. Ot – sterujemy skokami i dashami niejakiego Froggiego, który budzi się w jakimś laboratorium pozbawiony pamięci. Jak na razie wszystko brzmi standardowo, a uboga w kolory oprawa graficzna sugeruje silne powiązania z klasykami gatunku (i korzenie sięgające 8-bitowców). Dalej robi się naprawdę ciekawie, bo Froggie zdobywa karabinek teleportacyjny, który umożliwia naszemu bohaterowi przemieszczanie niebieskich obiektów, a właściwie zamianę miejscami z postacią bohatera.

Jest tylko jeden warunek – promień karabinku musi przejść przez fioletowe obszary, inaczej teleportacja nie zadziała. I tym oto sposobem dostajemy ciekawie przemyślaną mechanikę, która z pozornie prostej platformówki czyni złożoną grę logiczną, w której zręczność musi iść w parze z wysiłkiem umysłowym. Polecamy na kilka minut wciągającej rozgrywki.