Wikipedia podaje, że Śledziu to polski rysownik i twórca komiksowy, dumny reprezentant rocznika 78. Do jego najważniejszych dzieł zalicza m.in. Osiedle Swodoba oraz Fido i Mel. I fajnie. A my bierzemy chłopaka w krzyżowy ogień trudnych pytań, z których wychodzi bez szwanku.

Pixelpost: To, że Michał Śledziński jest twórcą komiksów to wręcz aksjomat. To również człowiek, który popularność zdobył dzięki planszom obecnym w magazynach Gambler, Secret Service i Świat Gier Komputerowych; autor Osiedla Swoboda – komiksu, który na swój sposób zrewolucjonizował polski dokonania na tym polu, wymieniany jednym tchem obok Papcia Chmiela czy Szarloty Pawel. A czego o Tobie nie wiadomo?

Michał Śledziński: Robię dobre omlety i jajecznicę? Ciężko stwierdzić czego czytelnik, szczególnie taki, który jest na bieżąco z tym, co robię mógłby o mnie nie wiedzieć. Zamieniłem życie w komiks, czy to na planszach “Osiedla…”, czy jeszcze dosadniej w “Na szybko spisane”. Powszechnie jest znany mój stosunek do obecnej polityki, moje podejście do kwestii obyczajowych. Moja młodość jest znana, bo przeze mnie spisana. Moje podejście do ojcostwa jest znane, bo dokumentowane choćby w pixelowym KDP. Szykuję się do uwiecznienia wieków średnich, mam już nawet “komiksowy plan na starość”. Mój pomysł na bycie twórcą, to być kimś w rodzaju kumpla na zawsze.

Pixelpost: Jakie największe Twoim zdaniem zmiany zaszły na polu wydawniczym między rokiem 1999 a 2020? Moje pokolenie z wypiekami na twarzy wracało z pierwszym, świeżo nabytym numerem Produktu, w dupie mając kolportażowe trudy i znoje, jakie najpewniej musiałeś stoczyć, zanim kultowy magazyn komiksowy trafił na półki kiosków Ruchu. Tobie z pewnością nie były obojętne.

Michał Śledziński: Faktycznie, największą bolączką komiksu na przełomie wieków była dystrybucja. Duże sieci nie widziały wtedy interesu w kolportowaniu niskiego nakładu. Sytuacja znacznie się poprawiła, kiedy ilość wydawców – a przez to i tytułów – osiągnęła masę, która pozwoliła najpierw wrócić komiksowi do księgarskich sieci, następnie stworzyć miejsca dedykowane tej rozrywce, zazwyczaj prowadzących również sprzedaż okołokomiksowych gadżetów czy “stref RPG”. W samej Warszawie jest już kilka takich miejsc. Co więcej, stworzyła się już nawet jedna sieć. Co prawda, nadal bardziej nastawiona na mangę i wszystko, co z nią związane, ale i komiks z Europy czy Stanów, jak również lokalny coraz częściej gości na jej półkach. Internet poprawił sytuację jeszcze bardziej. Niesamowicie urosła również grupa osób, uczestnicząca w mniejszych i większych imprezach komiksowych, a przez to i bezpośrednia sprzedaż na stoiskach wydawców. Ilość tych imprez również powoduje zawrót głowy, przez co spore porcje nakładów bywają wyprzedawane dosłownie w kilka godzin po “otwarciu bramek”.

Pixelpost: Czy Osiedle Swoboda powstaje na bazie zasłyszanych historii, odzwierciedla przytrafiające się Tobie sytuacje, jest całkowitą fikcją literacką czy zmyślnym przemieszaniem powyższego?

Michał Śledziński: To ostatnie, oczywiście. To, że dokumentuję rzeczywistość nie znaczy, że tworzę komiksowe dokumenty. Te również istnieją, jasna sprawa. Ja raczej staram się opowiedzieć określoną ilość anegdot, które najczęściej przytrafiły się akurat mi, w ramach odcinka danej serii. Ubarwiam je, doprawiam, czasami łagodzę, bo bywało i bywa różnie, ale bazą większość moich serii jest życie.

Pixelpost: Z którym bohaterem Osiedla Swoboda najbardziej identyfikujesz się jako człowiek? Bliżej Ci do Wiraża, Smutnego czy może Ciacha? I niekoniecznie mam na myśli posturę i wygląd zewnętrzny…

Michał Śledziński: Większość bohaterów tego uniwersum, bo to już nie tylko Swoboda, ale i Centrum czy Dzielnica Południe, które pojawiło się w najnowszym, swobodnym albumie wydanym pod koniec 2019, wzorowanych jest na moich dalszych i bliższych znajomych – wygodniej jest rysować twarz, która się zna. Ale charakterki nadpisuję im sam, to ta literacka część pracy nad komiksem. Najbliżej mi chyba do Smutnego. Kiedy chcę coś przekazać od siebie, bez filtra, najczęściej używam tej właśnie postaci.

Pixelpost: Zacząłeś jako rysownik posyłający pracę do pism o tematyce gier. Minęło kilkanaście lat i… wciąż jesteś tam obecny [Pixel! – przyp. red.]. Może to wysnuwać przypuszczenie, że gry jako medium nigdy nie były Ci obojętne.

Michał Śledziński: Nie są mi obojętne od kiedy, jako sześciolatek, zagrałem w Boulder Dash na Atari 800 XL. Godzinę potem był River Raid. Przeszedłem dziarsko przez 8-bitową szkołę już na sprezentowanej przez rodziców atarynce. Na Amidze oprócz grania, rysowałem, tworzyłem animacje, muzykę z sampli. Następnie podzieliłem temat – PC do pracy, konsola do zabawy. Ten stan trwa do dziś. Ostatnie dwa lata to był czas Switcha. Praca nad filmami animowanymi, komiksami, w końcu nowa rola ojca mocno ograniczyły mój kanapowy czas. Hybryda od Nintendo pojawiła się w idealnym momencie.

Pixelpost: W kuluarach chodzą słuchy, że nie inspirujesz się obecnymi dokonaniami literackimi lub komiksowymi. W jednym z wywiadów twierdziłeś nawet, że nie potrafisz wskazać jednego twórcy komiksowego, który wywarł na Tobie największe wrażenie; którego prace są źródłem Twojego natchnienia. Stan to wciąż aktualny?

Michał Śledziński: Nie inspiruję się, ale nasiąkam i filtruję. Wyrobiłem sobie tak charakterystyczny styl, że z trudem przychodzi mi stworzenie czegoś, dzięki inspiracji. Mój mózg przewala gigantyczne ilości fajnych obrazków dziennie, każdy zostawia swój powidok. Tworzę prywatny bank referencji, co jest przydatne w pracy nad komiksami, filmami i ilustracją. Nie cierpię podziału na sztukę wysoką czy niską, w komiksie występujący pod postacią podjazdowych wojenek miłośników “realistycznej” kreski, deprecjonujących twórców, tworzących w stylu humorystycznym lub minimalistyczno-awangardowym, to czysty snobizm, klasizm i elitaryzm. W moim banku wszyscy twórcy są sobie równi. I stąd ta trudność w wyróżnieniu tzw. mistrza.

Pixelpost: Rok 2020 upłynie pod znakiem Osiedla Swoboda 3. Czy osiągnąłeś już ten etap prac, w którym możesz powiedzieć coś więcej na temat powstającego albumu. Mówiąc językiem graczy, poprosimy o krótki teaser.

Michał Śledziński: Rzecz jest napisana, co mnie cieszy, bo najtrudniejszy etap za mną. Teraz etap najbardziej pracochłonny, czyli rysunek, typografia i postprodukcja. Tym razem w centrum wydarzeń postawię Smutnego. Dotychczas katalizatorami wydarzeń byli najczęściej pozostali członkowie ekipy. Będzie przez to bardziej osobiście, niż w “Osiedle Swoboda 2” czy “OS: Niedźwiedź”. Kierunek, który zaproponowałem w “OS: Centrum”, bliższy gawędzie pierwszej części; bardzo spodobał się czytelnikom, co mnie cieszy. To jest właśnie strona, w którą podążałem pisząc “trójkę”.

Pixelpost: Wracając jeszcze na chwilę do sfery gier wideo… Czy potrafisz wskazać tytuły, które mechaniką / prezencją / opowiedzianą historią najbardziej zapadły Ci w pamięć? Bez względu na to, czy mówimy o wczesnych latach 90. czy o pozycjach obecnie ukazujących się na rynku.

Michał Śledziński: Mam dwie, od niemal dekad, ukochane serie, czyli The Legend of Zelda i Monster Hunter. Dwie zupełnie różne, powoli, bardzo powoli ewoluujące produkcje. Z każdą nową iteracją, czuję się jakbym wracał w znajome strony. Odmalowane, odpicowane, zaszpachlowane, ale to nadal “moje” gry. Obojętnie, czy to będzie kolejna opowieść z Hyrule, czy niemal niekończący się loop mechaniki od ekipy Capcom.

Pixelpost: Odwiedzisz tegoroczne Pixel Heaven?

Michał Śledziński: Już nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio nie odwiedziłem PH. Już nawet nie pamiętam czasów, kiedy nie było PH. Było tak?