Jego zdaniem twórcy mogą próbować wygenerować w ten sposób większe zainteresowanie tytułem.

Pokazy Call of Duty Modern Warfare na tegorocznym E3 wywołały sporo szumu – twórcy zaprezentowali misję, w której oddział żołnierzy przeczesywał budynek, szukając terrorystów i był zmuszony rozróżniać ich od cywili, podejmując szybkie, zdecydowane decyzje: strzelać czy tylko kazać być cicho. Całość była wedle doniesień jednocześnie bardzo klimatyczna i mocno niepokojąca, a późniejsza scena, gdzie Price prawie zastrzelił cywila polując na terrorystę z bombą w tłumie tylko podbudowała poczucie, że gra wkracza w nieco szarą – moralnie – strefę.

Komentując pokaz twórcy przekonywali, że wiele może się jeszcze zmienić do premiery gry i że szukają „złotego środka”. Seria znana jest w końcu z dużych, kontrowersyjnych scen, jak cała misja No Russians czy atak terrorystyczny w Londynie, jednak zawsze starała się nie przesadzać zbytnio z eksponowanymi treściami – wedle niektórych podczas tegorocznych pokazów ta linia mogła zostać przekroczona.

Współzałożyciel Sledgehammer Games i były szef Visceral Games, Michael Condrey patrzy na tę sprawę dość chłodno – jego zdaniem Modern Warfare całkiem celowo generuje kontrowersje, jest to bowiem strategia, która wygeneruje więcej tekstów na temat samej gry. Condrey ma z tym pewne doświadczenie – jedna z produkcji, które tworzył w Sledgehammer, Modern Warfare 3, zawierała wspomniany wyżej atak na Londyn, a awans ze Sledgehammer do kierownictwa Activision i rok spędzony na wysokim stanowisku w firmie (ostatecznie rozstał się z koncernem pod koniec ubiegłego roku, zakładając studio 2K Silicon Valley) dał mu prawdopodobnie całkiem niezły pogląd na to, jak działa wydawca.

W wywiadzie z serwisem Venture Beat Condrey stwierdził, że tworzenie osadzonej w teraźniejszości serii Modern Warfare jest dla każdego studia sporym wyzwaniem – współczesne realia niosą ze sobą pewien ciężar. Dodatkowym problemem jest jednak sytuacja, gdy wydawca naciska, by gra była mroczniejsza, by stać się bardziej klikalna. Szef 2K Silicon Valley zaznaczył, że uważa gry za najważniejszą współczesną formę sztuki i szanuje wszystkich twórców, którzy chcą zrealizować swoją wizję, jednak z jego wypowiedzi można wnioskować, że ponure, wywołujące dyskomfort elementy tegorocznego Modern Warfare były próbą zaszokowania odbiorców, a nie elementem jakiejś poważniejszej wizji.

Condrey podzielił się też swoimi przemyśleniami dotyczącymi realiów, w jakich osadzona jest gra. Jego zdaniem zachodni „bohaterowie” zabijający bliskowschodnich „bandziorów” to trochę kiepski pomysł na grę, jeżeli ogranicza się on tylko do tego. Ma też nadzieję, że zapowiedzi „realistycznego przedstawienia wojny” to raczej kiepskie sformułowanie niż prawdziwa obietnica, nie chciałby bowiem zobaczyć w grze prawdziwych koszmarów, jakie niosą ze sobą współczesne konflikty.

Reszta wywiadu skupia się na doświadczeniach Condreya z czasów pracy nad Dead Space i Call of Duty: World War II a także na planach i wyzwaniach, jakie stoją przed 2K Silicon Valley.