Zdążyłem zużyć w życiu wiele klawiatur, także takich które miały przeżyć mnie i swoich konstruktorów. Najtrwalsze i tak okazały się mechaniki od C64 i Amig. Przyczyna zgonu większości klawiatur z reguły jest ta sama: albo jeden z klawiszy wyłamie się po nierozważnym odłożeniu instrumentu wejścia w niewłaściwe miejsce, albo zaleje go płynna cześć spożywanego właśnie posiłku.

Zdarzało się, prawda? Ledwo co postawiony na biurku, mechaniczny Rolls-Royce wśród klawiatur nie był w stanie przetrwać boju z puszką przesłodkiej coli. Może jeszcze nie opracowano idealnego sposobu na opanowanie problemów zalania klawiatury bardzo lepką cieczą, ale pierwsze sygnały zmian już widać. W połowie tego roku Corsair zaprezentował model K65 –  mechaniczną klawiaturę na przełącznikach Cherry MX Red, z certyfikatem IP32, co w praktyce tłumaczy się jako „ochrona przed padającymi kroplami wody”. Poprzeczkę właśnie podniósł Razer z BlackWidow Ultimate (na swoich przełącznikach Green), która uzyskała certyfikat IP54. To oznacza ochronę przed pyłem i „bryzgami wody z dowolnego kierunku. Czyli pod prysznicem teoretycznie da się grać. Czekamy na wysyp ujęć z nowymi gamingowymi mechanikami w kąpieli.