Tak prostego, że nie rozumieją go nawet niektórzy programiści studia.

Digital Extremes od dawna chciało wprowadzić do Warframe bitwy kosmiczne, jednak ostatnim razem, gdy próbowało, kiepska kondycja finansowa studia pogrzebała te plany. Podczas tegorocznego TennoCon twórcy pokazali jednak działający model bitew kosmicznych, który pozwala oddziałowi Tenno jednocześnie latać, strzelać, biegać po statku i wyskakiwać w kosmos, by zwiedzać zawieszone w przestrzeni ruiny. To niemałe osiągnięcie, które przy okazji wygląda całkiem imponująco. To część większego rozszerzenia do Warframe, w którym gracze będą mogli zwiedzać kosmos i budować własne statki, co w grze o gwiezdnych ninja brzmi jak całkiem ambitny plan.

Serwis PC Gamer informuje jednak, że studio musiało użyć pewnego triku, by ominąć największe wyzwanie, jakie czai się w tym elemencie rozgrywki – obliczenia matematyczne związane z jednoczesnym przemieszczaniem się statku w trójwymiarowej przestrzeni i tenno wewnątrz samego statku. Ponieważ stojąca za takim modelem matematyka była dość skomplikowana, została ona rozbita na dwa elementy – statek i otaczający go kosmos są osobnymi poziomami, a zasiadający za sterami okrętu pilot zagląda przez portal z jednej planszy na drugą. Kierowanie okrętem zmienia w tej sytuacji położenie wirtualnej kamery, przez którą pilot patrzy w wirtualny kosmos.

Reżyser gry, Steve Sinclair tłumaczy, że ta znana od dawna technika, nazywana „portal rendering” została zaimplementowana do prototypów walki w kosmosie już dziesięć lat temu, gdy studio pracowało nad pierwszym modelem gwiezdnych bitew, ale do tej pory nie wszyscy jego pracownicy rozumieją dokładnie, jak ona działa. Tydzień przed pokazaniem modelu rozgrywki szerokiej publiczności Sinclair rozmawiał z inżynierem zajmującym się grafiką, który przekonywał, że poziom może obracać się trochę za szybko.

Opuszczając statek i wychodząc w kosmos gracze przenoszą się do instancji, gdzie rozgrywa się całe latanie. Model okrętu – Railjacka – jest obecny w tej przestrzeni, ale nie zawiera on wnętrza, po którym mogą poruszać się gracze. O talencie gości z Digital Extremes świadczy fakt, że w praktyce nie da się zauważyć, że całe rozwiązanie to dym i lustra.