Trudno dokładnie określi granice tego czym są gry wideo – niewątpliwie projekt Borka jest tego doskonałym przykładem – można stworzyć grę bez kodu, wymagającą skupienia i zdolności detektywistycznych.

No to teraz coś z drugiego skraju medium zwanego grami – gra w którą nie gramy, ale która może nam towarzyszyć w czasie pracy, synchronizując wydarzenia przedstawiane na ekranie z naszym lokalnym czasem i umożliwiając obserwowanie małego, komputerowego ludzika, pieczołowicie wykonującego swoje zadania na swoim malutkim komputerku. Coś jak Johnny Castaway, prawda (o ile masz dosyć lat, by pamiętać Johnny’ego)?

Virtual Cottage ma jednak dwie istotne cechy, obok których nie sposób przejść obojętnie. Po pierwsze – gra spokojną, niezbyt angażująca muzykę (aka. lo-fi), stworzoną przez wielu utalentowanych artystów. Po drugie: umożliwia ustawienie timera i tym samym określenie sobie czasu, jaki mamy poświęcić na wielokrotnie odkładane zadanie. No i jest za darmo. W skrócie: to raczej ekranowy, wirtualny gadżet, który muzyką i timerem ma jakoś uśpić nasze lenistwo i skłonić do pracy nad wielokrotnie odwlekanymi porządkami i pracami…