… żeby streamować na Mixera, który po okresie stagnacji zaczyna się rozpychać w walce o koronę czołowej platformy prezentującej materiały wideo z gier.

Tyler “Ninja” Blevins młodzieniaszkiem w stylu wielu naszych rodzimych youtuberów i streamerów może i nie jest – ma 28 lat i zaistniał dzięki popularnemu wśród dwunastolatków Fortnite’owi. Wszyscy, którzy jeszcze tego nie wiedzą, niech się wreszcie nauczą – ten człowiek podobno jest największą gwiazdą, najpotężniejszym influencerem owładniętej manią gier wideo części współczesnego internetu! Licząc liczbę fanów, oczywiście, nie analizując jego e-sportowe dokonania czy to, co mówi w trakcie poruszania myszką. 14 milionów obserwujących go owieczek na Twitchu to nie byle co. Z drugiej strony nie zapominajmy, że skandynawski kolega PewDiePie zbliża się do 100 milionów subskrypcji na YouTube, co zdaje się pokazywać różnicę zasięgów tych platform wideo.

W każdym razie dokładnie 1 sierpnia Ninja ogłosił, że porzuca platformę, na której się narodziła jego sława, i przenieść się do konkurencyjnego Mixera. Teraz uwaga, bo mamy tu do czynienia z klasycznym „clash of the titans”. Twitch należy do Amazona, zaś odpalony w 2016 roku Mixer do Microsoftu. Rywalizacja pomiędzy nimi zaczyna przypominać podgryzanie Steama przez Epic Games Store. Microsoft startuje z o wiele słabszej pozycji – w rankingu Alexy strona Mixer.com to obecnie 2662 miejsce na świecie, podczas gdy Twitch.tv to… 26. Widać przepaść, którą zasypywać mają zapewne odsłony ludzi przybyłych, by oglądać Ninję.

Co Microsoft musiał zaoferować streamerowi, żeby ów zdecydował się na taki transfer, tego się pewnie nigdy nie dowiemy. Na jego niezbyt umięśnionych barkach spocznie teraz ciężar ratowania upadłego zdaniem wielu serwisu. Ale pamiętajmy też, że dowodzący od 2014 roku Microsoftem Satya Nadella zbyt wielu biznesowych błędów nie popełnia. Skoro dano zielone światło Mixerowi, przyznając mu jeszcze jedną szansę, to znaczy, że były ku temu podstawy. Zresztą w skali działania firmy z Redmond wydanie nawet dziesięciu milionów dolarów rocznie na zakup osobowości znaczy tyle, co zapalenie cygara przez zwykłego człowieka. Z ciekawością będzie można obserwować rozwój wypadków, pamiętając przy tym, że szef Amazona Jeff Bezos także nie lubi przegrywać w walce o dominację nad światem mediów.