Dwa przyciski myszy, celownik, WSAD i tylko dwie możliwe akcje: unik/blokada lub atak tarczą odbijająca się od ścian, która nie działa jak bumerang – później trzeba będzie po nią przejść (najlepiej z unikiem).

Trial of the Tower God wrzuca naszego bohatera na zamknięte areny tytułowej wieży. Niby wszystko jest proste i oczywiste, ale (jak to w dobrze zaprojektowanej mechanice bywa) sprawy szybko się komplikują.

Areny są zasiedlone zaledwie przez cztery typy przeciwników: malutkie, latające impy, potężnych cyklopów, pędzących przed siebie satyrów oraz władające pnączami nimfy. Bronimy się tarczą (tak długo, jak trzymamy, możemy odbijać ciosy prawym przyciskiem myszy), atakujemy… również tarczą, która odbija się od ścian, by z impetem uderzać w przeciwników na swoje drodze i upaść gdzieś na polu walki. Nieuzbrojeni – możemy stosować uniki, przemieszczając się szybko w wybranym kierunku (wskazanym kursorem), do czasu, aż odzyskamy tarczę. Areny kryją często dodatkowe atrakcje, takie jak płyty naciskowe, na które nastąpienie skutkuje dodatkowym przeciwnikiem na planszy oraz zróżnicowane przeszkody. I zgrabne piksel arty do tego!