W najnowszej odsłonie seria Total War przenosi nas do starożytnych Chin czasów Trzech Królestw. Zaczynamy przygodę w 190 roku, czyli wkrótce po wybuchu powstania Żółtych Turbanów, i mamy doprowadzić do zjednoczenia kraju.

Niby dostajemy to samo, co zwykle: strategię turową i bitwy rozgrywane w czasie rzeczywistym, ale zmian jest mnóstwo. Pierwszą jest zmiana menu. Autorzy zaopatrzyli grę w kontekstowe menu, tłumaczące każdy element pojawiający się na ekranie. Z tego  powodu pierwszy kontakt z grą może przypominać rozgrywkę w RPG, w której ktoś przesadził z tekstem.

Bywalcy jednak dość szybko powinni poczuć się jak u siebie w domu. Z dodatkowych atrakcji odkryją snucie opowieści wokół dowódców i bohaterów, którzy stali się postaciami o sporej autonomii (więcej o tym elemencie w najbliższym Pixelu). Ich cechy rozwijają nie tylko postaci ze świty, ale i przedmioty o dużej mocy. Te ostatnie zdobywają na przykład podczas bitew na przeciwnikach, z którymi mogą się pojedynkować.

Mocno przerobiono też system dyplomacji. Między innymi czyni on przedmiotem obrotu dyplomatycznego komandorie (na nie podzielono mapę) i nakazuje negocjować z wasalami zapłatę za przysługi, jakie oddają swojemu suzerenowi. Kluczowy jest system zaopatrzenia w żywność. Nie tylko zapobiega dezercjom żołnierzy z oddziałów, ale także buntom ludności cywilnej. Jeśli chodzi o jakość tego, co już zostało pokazane, werdykt jest jeden: albo twórcy zrobili zbyt dobrą grę, albo jej pokaz był stanowczo za krótki. Na pełną wersję trzeba poczekać aż do 7 marca.