Tym razem obędzie się bez kompletnego remake’u – Square w końcu nie wie nawet, na ile części poszatkuje „siódemkę”.

Wygląda na to, że Square Enix chce wyciągnąć ze swoich starych hitów ile się tylko da – choć jak widać, nie ze wszystkich po równo. Podczas gdy Final Fantasy VII dostaje pełnoprawny remake, który przy okazji otrzyma też całkiem spore modyfikacje swojej formuły, następna odsłona serii Final Fantasy VIII zostanie zaledwie podciągnięta do dzisiejszych standardów. Czy potrzebuje więcej? Oceńcie sami.

Remaster Final Fantasy VIII cieszy chyba nawet bardziej niż to, co dzieje się z siódemką – raz, że muzyka, jak słychać po kawałku ze zwiastuna nie zestarzała się wcale i wciąż bije w uszy z olbrzymią siłą, dwa, że rozbijanie na części siódemki (Square samo chyba do końca nie wie w ilu kawałkach ostatecznie zaserwuje nam grę) prawdopodobnie szybko okaże się frustrujące – znacznie mniejsze Life is Strange ma wielkie problemy z terminowością wypuszczania kolejnych epizodów i można się spodziewać, że ten sam problem dotknie Final Fantasy VII. W takiej sytuacji nasuwa się pytanie: na co to wszystko, skoro my gracze, chcemy sobie tylko pograć?