Szeroko komentowana jest decyzja giganta z Redmond o włączeniu do usługi Xbox Game Pass trzech mających dopiero się ukazać gorących tytułów: Sea of Thieves, Crackdown 3 oraz State of Decay 2.

Wszystkie te trzy gry pochodzą od firm będących własnością Microsoftu, więc dysponowanie nimi nie wymaga dodatkowych zgód. Z drugiej strony są to praktycznie najgorętsze tytuły mające ukazać się wiosną na Xboxa One, więc umieszczenie ich jako elementów usługi subskrypcyjnej wydaje się wyjatkowo odważnym ruchem. Przypomnijmy, że Xbox Game Pass to usługa umożliwiająca granie na konsoli w zestaw praktycznie najważniejszych tytułów, wliczając w to Gears of War 4, Halo 5 czy Saints Row IV. Pierwsze dwa tygodnie są za darmo, a następnie odnowienie usługi na miesiąc kosztuje 29 złotych.

Zatem za niewielką opłatą można się nagrać w Sea of Thieves, kosztujące w Microsoft Store 249 złotych. Jasne, to samodzielna decyzja firmy, podjęta po to, by wzmocnić rywalizację z PlayStation 4. Jednak zdaniem niektórych, Microsoft powoli przygotowuje się do momentu wyjścia z rynku konsol, ponieważ trudno sobie wyobrazić, co mógłby zaproponować po premierze Xboxa One X – i ta decyzja jest po prostu postawieniem wszystkiego na jedną kartę. Jeśli się powiedzie i liczba użytkowników konsoli, a także abonentów Game Pass znacząco wzrośnie, będzie można o czymś pomyśleć. Jeśli nie – przyjdzie czas ogłosić to, co od dawna różni autorzy piszą w swoich analizach – że Microsoft jako firma software’owa pozostanie przy pecetach, pozostawiając historii ocenę swego kilkunastoletniego mariażu z konsolami.

Pewne jest natomiast to, że decyzja o dodaniu wspomnianych trzech gier do abonamentu znacząco zmniejszy ich sprzedaż podczas premiery. A być może przy okazji całkowicie zabije wtórny rynek gier na Xboxa, co Microsoftowi w krótkiej perspektywie pewnie by się spodobało, natomiast w dłuższej gniew klientów może wcale się nie opłacić. Już teraz dochodzą pierwsze sygnały, że pierwsze murowane sklepy – a w nie uderzy to najbardziej – zamierzają zrezygnować z handlu grami na Xboxa. Zadeklarował to już otwarcie austriacki Gameware, sceptycyzm wyrażają brytyjski Extreme Gamez i szkocki Games Centre. Jaki będzie sens kupowania gier w pudełkach, skoro za 29 złotych czy 10 dolarów będzie można je ograć na Xboxie?

Pewne jest to, że cała branża będzie obserwowała, co się wydarzy. Ten ruch może albo wzmocnić i nastawić Xboxa One do walki z PlayStation 4 albo całkowicie załamać rynek sprzedaży gier na tę platformę, gdy nowych abonamentów nie przybędzie wcale zbyt wiele, natomiast kupujący pudełka uznają, że nie warto w tej sytuacji w nie inwestować. Teoretycznie też niewiele może się zmienić – ale to akurat nie byłoby również dobrą informacją dla Microsoftu.