Z czym mi się kojarzy typowa składanka na 8-bitowce ? Przede wszystkim z pirackimi zestawami gier sprzedawanymi lata temu na giełdach komputerowych ewentualnie w sklepach branżowych szumnie nazywanych „studiami komputerowymi”. Żyjąc w epoce polskiej komputeryzacji przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych nie było w zasadzie innego wyboru niż zdobywać kasety z oprogramowaniem właśnie w takich miejscach.

Legalna dystrybucja nie istniała, zresztą nie miałaby racji bytu skoro ustawa o ochronie praw autorskich pozwalała na swobodny handel cudzą własnością w postaci gier, filmów czy muzyki. Nasi rodzimi piraci kombinując jak wyjść frontem do klientów proponowali zatem kompilacje gier nagrywane właśnie w postaci tematycznych składanek. I tak na Atari czy C64 można było dostać kasety opatrzone nagłówkami „Sportowe”, „Labiryntowe” albo „Wyścigi” co ułatwiało to wybór i pozwalało skupić się na ulubionym gatunku.

I wszystko byłoby fajnie gdyby nie to, że tym zestawom czegoś brakowało. Przede wszystkim kolorowych pudełek, solidnych instrukcji, a nawet bonusów w postaci map czy rozpisek klawiszy kontrolnych dla bardziej skomplikowanych produkcji. To wszystko można było oczywiście znaleźć tylko w oryginalnych wydaniach od których uginały się półki na „zgniłym Zachodzie”. A czegóż tam nie było ? Miłośnicy konwersji z automatów mogli trafić na wszelakie odmiany „Arcade Smash Hits !” zawierających przynajmniej 5-6 tytułów przeniesionych z maszyna arcade w bebechy 8-bitowców. Z reguły były to gry od konkretnych wydawców pokroju Capcom czy Konami miedzy którymi istniała też pewna rywalizacja pt. kto wrzuci do zestawu więcej produkcji. Jedna kaseta to mało? Proszę bardzo dodajemy drugą, a nawet trzecią. Do tego krzykliwy napis na pudełku informujący o dużej ilości gier oraz koniecznie wyciąg z najlepszych prasowych ocen. Zresztą wszelakie odmiany gier zręcznościowych sprzedawały się najlepiej. W składance „Live Action” znalazły się takie mocne hity jak Rambo 2, Top Gun czy Green Beret. Z kolei „Night Moves” pozwalał wyszaleć się w Shadow Warriors i Midnight Resistance. Dość powszechną praktyką wśród wydawców było tworzenie zestawów obejmujących tytuły okupujące najwyższe miejsca na listach przebojów poczytnych czasopism dla graczy. W ten sposób np. w pudełku „We Are The Champions” można było trafić na IK+, Renegade albo Barbariana dzięki czemu nabywca rzeczywiście mógł liczyć na świetną zabawę i to za całkiem rozsądne pieniądze. Zresztą podobne chwyty na naszą lokalną skalę stosowali piraci oferując np.”Najlepsze gry ‘88” albo „Hity z bajtkowej listy przebojów”.

Co ciekawe wśród oryginalnych składanek na 8-bitowe komputery nie trafiały się kompilacje symulatorów albo tytułów strategicznych. Wydawcy ewidentnie celowali w szybką akcję dla typowych łamaczy joysticków. Od wielkiego dzwonu trafiały się zestawy takie jak „Virtual Worlds” zawierające bardziej ambitne produkcje jak Total Eclipse , Driller i Castle Master.

Patrząc z perspektywy czasu, to jednak szkoda, że przez ówczesną sytuację w Polsce ominęły nas takie frykasy. Dzięki oryginalnym składankom posiadanie gier wydaje mi się jakby pełniejszym doznaniem. Na szczęście dzisiaj można nadrabiać zaległości stopniowo uzupełniając kolekcję i cieszyć się takimi wydaniami zupełnie jak 30 lat temu