W kinach – Suicide Squad umiera za ocalenie świata, w księgarniach Suicide Squad toczony przez złą krew… Jak tu nie zwariować? Na szczęście w komiksowym wariancie przygód Oddziału Samobójców to nie Harley gra pierwsze skrzypce. No bo ile można oglądać na niezrównoważone psychologicznie wybryki byłej psychiatry?

Tym razem ciężar opowieści spada na Deadshota i zderzenie z grupą Rewolucjonistów – terrorystów o supermocach, którzy paraliżują działania rządowe. Na stanowisku przywódcy samego Oddziału Samobójców następuje przewrót – w miejsce terroryzującej więźniów bombami Amandy Waller pojawia inny twardoręki (i twardogłowy) dowódca – Lok. Sprytny zabieg fabularny, który oglądamy na wstępie do serii Suicide Squad: Bad Blood (w albumie otrzymujemy zeszyty #1-#11 oraz gościnny występ Flasha – Flash Annual #3) sprawia, że dotychczasowy Oddział Samobójców łączy siły z Rewolucjonistami i ruszają do wspólnych akcji.

W dowolnej baśni w tym miejscu należałoby postawić kropkę. Są jednak przynajmniej dwa problemy – dotychczasowi oponenci, po wyeliminowaniu kilku Rewolucjonistów mają ze sobą na pieńku, co musi doprowadzić do krwistych rozstrzygnięć. Są jeszcze rządowi terroryści z teczką sterującą ładunkami wybuchowymi, które ponoć mają studzić wewnętrze wojenki nowego Suicide Squad w poszerzonym składzie…

Nic jednak nie wygląda tak, jak moglibyśmy się spodziewać. Misterna układanka fabularno-wybuchowa pokazuje nam zupełnie inne oblicze terroryzmu i antyterroryzmu. Zła krew właściwie powinna mieć podtytuł Krew za krew. Choć pewnie bohaterowie tego dramatu znikają z kart komiksu równie szybko, jak się na nich pojawili (zanim zdążymy zapałać do nich sympatią lub antypatią), inni trochę za długo przebywają w głównym kadrze, a jeszcze innych chętnie poznalibyśmy bliżej, to w całościowym ujęciu dostajemy spójną historię, z kilkoma zaskakującymi zwrotami akcji i całkiem solidne wytłumaczenie biegu wydarzeń.

W tle widać wojny o wpływy, gigantyczne korporacje i próbę ukształtowania świata w zupełnie inny sposób, ale jeden ogólny wniosek, jak wynika z tych polityczno-militarnych potyczek o władzę brzmi: za każdą fasadą może być jeszcze jedna fasada. Całość okraszono rodzinnymi historiami: Deadshota, jego córki i żony, nieco zbyt szybko uciętym wątkiem Scale’a i Fina (telepatów z Atlantydy) oraz opowieścią o rodzącym się uczuciu pomiędzy Aerie oraz Wink. W programie atrakcji przewidziano również gościnne występy Flasha i Batmana, dzieci o wybuchowym charakterze oraz znikający Batmobil…

Podsumowanie: Harley Quinn jest, ale nie gwiazdorzy jak zwykle. Deadshot dobrze odgrywa rolę wmanipulowanego w sieć intryg ojca. Rewolucjoniści przewijają się przez kadry tej opowieści niemal równie często, jak zmienia się biegun naszej sympatii dla niektórych z bohaterów.  Ponad 300 świetnie zilustrowanych stron wybuchowej mikstury złoczyńców w roli dobroczyńców i dobrych w roli złych, które da się pochłonąć (bez sięgania po przekąski) w jeden wieczór.

Scenariusz: Tom Taylor

Rysunki: Bruno Redondo, Daniel Sampere

Tusz: Juan Albarran

Kolory: Adriano Lucas

Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz

Wydawca: Egmont / Klub Świata Komiksu

Format: album w twardej oprawie, 170×260 mm

Liczba stron: 328 stron

Cena okładkowa: 99,99 zł

Ocena: Polecamy