Kajtek i Koko w kolorze to spełnienie dziecięcych marzeń – bo wielu dzisiejszych dorosłych oglądało przygody marynarzy w kosmosie z równie wielkim zaangażowaniem, jak lot pierwszego (i jak na razie jedynego) Polaka ku górnym warstwom atmosfery.

Janusz Christa, zanim wbił swoich bohaterów w średniowieczne wdzianka zbudował w swojej głowie świat napędzany wynalazkami rodem z SF. Choć krągłe kształty Koka i niewielkiego Kajtka natychmiast rozpoznają wielbiciele kreski Christy w postaciach Kajka i Kokosza, to już świat stworzony na kartach przygód kosmicznych starszych braci wojów jest zupełnie inny. I to nie znaczy, że mniej fantastyczny.

Siódmy, zbiorczy tom opowieści o przygodach Kajtka i Koko domyka wszystkie wątki zapoczątkowane przez wynalazek Profesora Kosmosika. Tym razem kraina, którą przyjdzie odwiedzić naszym bohaterom przypomina wioskę wyrwaną z kart Mirmiłowa, a szlak, którym podążają Kajtek i Koko prowadzi przez lasy i bory oraz krainy, którym bliżej do wizji fantasy niż rakietowego SF. Z jednej strony to sprawnie przemycone skrawki pomysłów, które już w połowie lat 80. mogliśmy czytać w formie albumów, naprzemiennie z przygodami Kajka i Kokosza. Z drugiej – dobrze wymyślona fabułą, w której pod pozorem prymitywnej wioski zarządzanej przez tyrankę – dzieje się prawdziwa, technologiczna magia. Swoją drogą to standard dla końca tej opowieści – gdzie wzorcem dla wielu wydarzeń w przygodach marynarzy-kosmonautów były różne okresy historyczne.

To co najlepsze w historyjkach o Kajtku i Koko – to ten zwariowany ciąg wydarzeń, który zawsze towarzyszy bohaterom. Świetna otoczka wizualna, którą dziś nazwalibyśmy retro-futurystyczną. I odkurzacz na kółkach – taki obły, wyglądający jak model produkcji Predom z lat 70., ale wyposażony w rączki wystające z górnej części urządzenia, osadzone na karbowanych rurkach (odziane w rękawiczki). Czego tu nie ma w ostatnim albumie: magia i technologia. Obca rasa panująca nad inną rasą. Przeprogramowany odkurzacz i bunt na pokładzie. Komputer pokładowy wielkości szafy. I powrót na Ziemię, choć w okolicznościach zupełnie niesprzyjających lądowaniu. No i wielki finał, w którym Christa trochę odziera nas z marzeń o podboju kosmosu. Bo niekiedy opowieść, która spójnie zmierza do samego końca, nie jest taka, jak mogłoby się nam wydawać.

Podsmowanie: Siódmy, ostatni tom zbiorczy pokolorowanych przygód Kajtka i Koko bawi, zaskakuje nagłymi zwrotami akcji i pełen jest wizji kosmicznych przygód, zabarwionych spojrzeniem retro na statki kosmiczne, roboty i technologię. To świetna podróż do źródeł, w których klarowała się wizja Mirmiłowa i jego wojów. Jednocześnie Kajtek i Koko, jak na marynarzy przystało, mogliby stanąć ramię w ramie z Popeyem. Wprawdzie ich przygody nie są napędzane szpinakiem, a ciekawością, prowadzącą od jednych kłopotów do drugich, to już pomieszanie rodzimych waśni (tu kłania się opowieść o dwóch wioskach) z wyrazistymi bohaterami czyni z protoplastów Kajka i Kokosza bohaterów, którzy zasłużyli na to, by w znaleźć się w biblioteczce każdego dzieciaka. Dużego i małego. Nawet po wielu latach powrót do świata kosmicznych marynarzy jest niezwykły – wraz z upływem czasu te historie po prostu nabrały nowego, retro-futurystycznego charakteru.

Gatunek: humorystyczne, przygodowe SF

Scenariusz: Janusz Christa

Rysunki: Janusz Christa

Kolor: Arkadiusz Salamoński

Wydawnictwo: Egmont / Klub Świata Komiksu

Liczba stron: 96

Format: album w miękkiej oprawie, 216×285 mm

Cena okładkowa: 39,99 zł

Ocena: Koniecznie czytać!