Derleth – tak brzmi nazwa statku badawczo-wiertniczego, który znika na początku lat 80. W okolicach kręgu polarnego. Kilka dekad później z tego samego statku dociera automatyczny sygnał ratunkowy. Wołanie o pomoc, które według informacji z wiadomości trwa od lat 80. (z przerwami na doładowanie paneli solarnych).

Grupa wytrenowanych w trudnych zadaniach śmiałków wyrusza z pomocą w kierunku atolu Sinnikik Ungayagagta, gdzie podwodne trzęsienie ziemi odsłoniło szczątki wraku Dereletha. Nazewnictwo i styl opowieści nie pozostawiają wątpliwości – to będzie historia czerpiąca z mitologii Cthulhu, nasycona elementami horrory lat 80., utrzymana w duchu carpenterowskiego The Thing, ubrana w mróz i tajemnice.

Pierwotny scenariusz zakładał odnalezienie na opuszczonym wraku beczek z ropą (o wyjątkowo wysokiej jakości), która miała być krwią pradawnych istot… Niestety, z tego pomysłu zrezygnowano na rzecz opowieści o potyczkach z nieumarłą załogą zaginionego statku, którą coś jednoczy. I nie są to wyłącznie usunięte gałki oczne.

Choć Toń czerpie atmosferę z Coś Carpentera, nie sposób nie dostrzec chaotycznego prowadzenia fabuły, która z jednej strony skłania ludzką załogę do przyjęcia za oczywiste faktów, iż dawni marynarze Dereletha wciąż istnieją i toczyć z nimi dysputy (wspierane przez specjalny zmysł jednego z bohaterów), z drugiej – podjąć z nimi raczej nierówną walkę. W przeciwieństwie do załogi stacji polarnej w The Thing – ekipa statku ratunkowego jest jednak zaprawiona w bojach.

W tym wszystkim zawarto zbyt wiele nieprawdopodobnych wydarzeń, jak choćby skok w mroźną toń jednej z bohaterek, dzięki któremu dowiadujemy się, że atol kryje więcej tajemnic, niż banda zmrożonych zombiaków. W tle toczy się jeszcze jedna historia – wyraźnie matematyczna wiedza bezokich marynarzy wykracza poza współczesne osiągnięcia – stąd tymczasowi mieszkańcy Sinnikik Ungayagagta są łakomym kąskiem dla korporacji i naukowców. Wiele stron tej graficznej powieści ocieka mrokiem, chłodem i brutalną walką. Choć sama załoga statku ratunkowego jest zaprawiona w bojach – walka nie będzie równa, bo marynarze z Dereletha są wyjątkowo jednomyślni w swoim działaniu. Gdzieś w głębinach czai się jeszcze coś, co tylko czeka na przebudzenie…

Podsumowanie: Sam szkic opowieści (możemy odnaleźć w dodatkach do Toni), stworzonej przez Joseph Hillströma Kinga (aka Joe Hill) podpowiada, że pomysł na fabułę był w powijakach i ułożenie go w kadry komiksu wymagało jeszcze wiele pracy. Stuart Immonen podołał jednak zadany przedstawienia mroźnej makabry atolu, bo strona graficzna jest wyjątkowo mocną stroną Toni. Sama fabuła, cóż – jest wypełniona niepotrzebnymi żartami, niedopowiedzeniami, banałami. Szkoda, że hołd dla horrorów lat 80. stał się tak groteskowy w warstwie opowieści. Jednak grafiki Immonena i barwy Dave’a Stuarta rekompensują niedostatki fabularne.

Gatunek: horror

Scenariusz: Joe Hill

Rysunki: Stuart Immonen

Kolory: Dave Stuart

Tłumaczenie: Paulina Braiter

Wydawnictwo: Egmont / Klub Świata Komiksu

Liczba stron: 168

Format: album w twardej oprawie 170×260 mm

Cena okładkowa: 69,99 zł

Ocena: Można