Gdy na początku lat 90. niemal wszyscy producenci gier porzucili ośmiobitowe komputery Atari, a krajowi – wciąż liczni – użytkownicy tych maszyn z coraz mniejszą nadzieją przeglądali giełdowe katalogi nowości, sytuację uratowali polscy autorzy. To Polacy pisali wówczas gry, o jakich nawet nie marzyliśmy.

Dziś nic się nie zmieniło: nadal to rodzimi twórcy zapewniają użytkownikom atarynek dostęp do najwyższej jakości produkcji rozrywkowych. Właśnie pojawiła się kolejna gra na Atari z metką „made in Poland”.

Albert zapiera dech w piersiach już przy pierwszym uruchomieniu. Duże, ładnie animowane postaci bohaterów to widok rzadko spotykany na Atari XL/XE, a jeśli dodać do tego kolorowe – wręcz tęczowe – tła i płynny przesuw ekranu, wizualnie otrzymujemy grę, której spodziewalibyśmy się na znacznie mocniejszym sprzęcie!

Osobny akapit należy się także prześlicznym ilustracjom na ekranie tytułowym i planszach zwiastujących kolejne etapy oraz utratę wszystkich żyć, a także wpadającemu w ucho motywowi muzycznemu. Elementy te składają się na bajkowy klimat gry, zachęcający do eksploracji świata, w którym znalazł się bohater.

Trochę tylko szkoda, że Albert bardzo szybko pokazuje wszystko, co ma do zaoferowania. Rozumiejąc ograniczenia platformy, na której powstała gra, trzeba jednak zauważyć, że przydałoby się większe graficzne zróżnicowanie świata gry i zamieszkującego go bohaterów (np. zmiany pór roku). Niestety, ta sama uwaga dotyczy również mechaniki rozgrywki.

Zadaniem Alberta jest skakanie po platformach i drabinkach, zbieranie diamentów oraz unikanie owadów, kontakt z którymi kończy się dla bohatera utratą energii i życia (nie da się wyeliminować przeciwników np. klasycznym, znanym z wielu innych produkcji naskokiem czy podłożeniem bomby). Zebranie wszystkich diamentów z planszy powoduje przejście do następnej, gdzie dzieje się dokładnie to samo.

Gra się przyjemnie, lecz brak nowinek dość szybko wywołuje uczucie pewnego znużenia. Dodatkowe elementy – jak np. ruchome platformy, wrogowie poruszający się w innych płaszczyznach czy przejawiający więcej pomysłowości w ściganiu bohatera, możliwość podjęcia walki z owadami lub przemieszczania elementów otoczenia… – z pewnością wydłużyłyby żywotność gry. Nieco brakuje też możliwości rywalizacji ze znajomymi w trybie multiplayer.

Wielka szkoda, bo w Albercie tkwi duży potencjał. Warto pochwalić ciekawe projekty poziomów (etapy są nieduże, ale każdy zajmuje kilka ekranów na szerokość i na wysokość) oraz innowacyjną możliwość zatrzymania akcji i przesunięcia obrazu tak, by zobaczyć miejsce, do którego próbuje doskoczyć bohater. Miłym gestem ze strony autora są także trzy rodzaje sterowania Albertem – każdy gracz powinien znaleźć taki, który będzie mu odpowiadał.

Początkowo poruszanie bohaterem po planszy może być jednak frustrujące, a wiele prób trafienia w pożądaną platformę skończy się upadkiem. Tymczasem jest to właśnie najważniejszy element gry, jako że Albert, by dotrzeć do wszystkich diamentów, musi nauczyć się skakania z rozbiegu. Gdy jednak gracz zdoła opanować sterowanie, szybko złapie rytm i zacznie cieszyć się tą bajkową przygodą (chyba że wcześniej, po raz setny zsuwając się z platformy, w nerwach ciśnie joystickiem o ścianę i wyłączy komputer).

Podsumowanie: Albert jest niewątpliwym pokazem imponujących umiejętności programisty (i możliwości, jakie wciąż drzemią w Atari XL/XE), ale pozostawia gracza z uczuciem lekkiego niedosytu. Gdyby w samej rozgrywce było więcej innowacji, otrzymalibyśmy dzieło wybitne, a tak mamy uroczą ciekawostkę. Warto jednak tę grę zobaczyć, zwłaszcza że została udostępniona za darmo na stronie Atari Online!

Gatunek: zręcznościowa
Producent: Kski & Atari Online
Język polski: nie
Komputer: Atari XL/XE
Ocena: Można

Ponieważ emulator, z którego korzystam, ma problemy z właściwym odwzorowaniem barw tej prześlicznej gry, ilustracje do recenzji pochodzą ze strony Atari Online – BK.