Zanim koty stały się modne w Internecie – najpierw były paski z Garfieldem. I spróbujcie obalić tę tezę. Nawet jeśli należycie do tego pokolenia, które Garfielda poznało z kreskówek i filmów pełnometrażowych – sięgnięcie po pierwowzór – krótkie treściwe paski i jednostronicowe kocie etiudy  – powinno być obowiązkowe.

Nie tylko dla zaspokojenia ciekawości, odkrycia genezy jednej z najważniejszych ikon komiksowych, co dla zrozumienia źródeł fenomenu kota, który narodził się pod koniec lat 70. I tylko odrobinę od tego czasu się zestarzał. A swoją sławę zawdzięcza nie tylko Jimowi Davisowi (jakże wprawnemu komentatorowi rzeczywistości), ale i gazetom – tym drukowanym, które gdzieś na ostatnich stronach ubarwiały relacje z rzeczywistego świata odrobiną humoru z zaokrąglonym kotem w roli głównej (łącznie Garfield wystąpił w ponad 2500 gazet i magazynów).

Wydawnictwo Egmont od dwóch lat dokarmia nasze zmysły tłustymi wydaniami trójpaków, w których skład wchodzą po trzy zbiorcze albumy opowieści o Garfieldzie. W tomie 7 znajdziemy albumy Garfield wstaje (Garfield hangs out), Garfield wypełnia przestrzeń (Garfield takes out space) oraz Garfield miele ozorem (Garfield says a mouthful) w tłumaczeniu Piotra W. Cholewy. To opowieści, które powstawały pod koniec lat 80. i na początku lat 90., jednak trudno odnaleźć w nich wiele elementów, które świadczą o tym, że Garfield jest tak wiekową postacią. Może jedynie archaiczny telefon i telewizor z ekranem CRT (oraz brak konsol, smarfonów i innych współczesnych gadżetów) świadczą o tym, z jakiej epoki wywodzi się nasz rudawy ulubieniec.

Jim Davis jest mistrzem pasków i skondensowanych, humorystycznych treści. Choć doskonale zdajemy sobie sprawę, że cała opowieść i tak będzie opierać się na przywarach Garfielda, Odiego, Jona (jego rodziny i przyszłych dziewczyn), a akcja tylko w wyjątkowych sytuacjach będzie wychodzić poza cztery ściany (a nawet łóżko Garfielda), to nie sposób powstrzymać się od śmiechu. Garfield jest otyły, prowadzi dyskusje z gadającą wagą łazienkową, praktykuje wstawanie bez budzenia się (no chyba, że gdzieś w okolicy jest gorący kubek kawy), je bez przerwy (poza długa przerwą na drzemkę, spanie i chwile złośliwej aktywności), prowadzi walkę z pająkami, nieco gorzej radzi sobie z łapaniem myszy i ptaków (właściwie: wcale sobie nie radzi).

W domu Jon Arbuckle’a to kot jest gatunkiem dominującym i osobnikiem alfa. Odie ze swoim wiecznie wyciągniętym językiem wygląda jak kosmita (po sztuczkach, które wyczynia z nim Garfield, trudno nie odnieść wrażenia, że to istota nadprzyrodzona), John czasami tylko próbuje pokazać kto tu rządzi, no a wszyscy z dużym respektem podchodzą do jednego elementu wyposażenia – lodówki, w której prawdopodobnie wykiełkowała jakaś forma życia.

O kontaktach Jona z kobietami i rodziną pewnie uskładał by się osobny tomik, tak samo jak o wycieczkach na plażę, czy na biwak – gdzie zawsze leje deszcz. Podobnie o relacjach Garfielda z listonoszami, czy o próbach rudego kota stania się słynnym komikiem. Ten cały bałagan poskładany z krótkich opowieści układa się w zgrabną całość: afirmację lenistwa i dobrego żarcia. Leniwe wstawanie o dalekich od porannych godzin i wieczne wygłupy.

Z jednej strony Garfield to pocieszny, otyły i leniwy kot – z drugiej stworzenie, które czasami bardziej przypomina psa i człowieka od pozostałych bohaterów tego dramatu (choć zawsze ze szczęśliwych zakończeniem). Dramatu, bo inni współlokatorzy domku z Garfieldem nie mają z nim lekko. Jonowi zawsze będą wykradane najlepsze smakołyki. Odie zawsze dostanie kopa w tyłek. A każdy zbyt odważny pająk stanie się pretekstem, by postraszyć Jona. Nie mówiąc już o bananach, z którymi Garfield wyczynia… cuda.

Podsumowanie: Choć pozornie paski z Garfieldem to humorystyczne opowieści, które mają wprowadzić nas w radosny nastrój, nie są to wyłącznie proste historyjki dla wielbicieli kotowatych. To raczej odbicie naszych cech, umiejętnie nakreślone i sparafrazowane tak, byśmy mogli uśmiechnąć się do naszego odbicia w krzywym zwierciadle, więcej – byśmy nauczyli się śmiać z samych siebie i własnych przywar, a nawet w jakimś stopniu je zaakceptowali. Mistrz dowcipu i ciętych puent – Jim Davis stworzył niezwykłe dzieło – opowieść o nas, która trafia do niemal każdego pokolenia. A jeśli nie trafia, może to chyba tylko oznaczać, że nie dorośliśmy do Garfielda.

Gatunek: krótkie opowieści humorystyczne

Scenariusz i rysunki: Jim Davis

Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa

Wydawnictwo: Egmont / Klub Świata Komiksu

Liczba stron: 288

Format: album w twardej oprawie, 200×223 mm

Cena okładkowa: 79,99 zł

Ocena: Polecamy