Nie powiem, żebym nie spotkał się z podobnymi narzędziami – więcej – nazwa GameAssistant może być myląca dla dotychczasowych użytkowników Game Assistanta opracowanego przez firmę IObit. Ten ostatni to prosta wyszukiwarka gier połączona z launcherem i narzędziami do przechwytywania obrazu, nierozwijana od kilku lat. Recenzowany GameAssistant to jednak zupełnie inne narzędzie.

GameAssistant nie robi piorunującego wrażenia na starcie – po pierwsze ani spartański interfejs, ani logo, ani też skromna ikona nie sugerują tego, co znajdziemy w środku. Oferowane poprzez Steam narzędzie to de facto taki multipass do gier przechowywanych w naszej cyfrowej bibliotece. Niestety jednej, tylko i wyłącznie tej, która opiekuje się (za naszym przyzwoleniem) Valve. I to chyba największa wada GameAssistanta – brak wsparcia dla składowanych na dysku gier z Epic Games Store, UPlay’a, GOG-a i innych serwisów oferujących produkty w cyfrowej dystrybucji. Mamy więc do czynienia z narzędziem wspierającym graczy, wyposażonym w spartański interfejs do uruchamiania gier ze Steama, obsługujący blisko 200 tytułów (dokładnie 187 tytułów w momencie przygotowania tej recenzji) z przepastnej biblioteki liczącej ponad 30 000 gier. To oznacza obsługę mniej niż 1% gier składowanych w zasobach serwerów Valve. Niby niewiele, ale z potencjałem na dalszy rozwój, biorąc pod uwagę niezbyt wygórowaną cenę tego narzędzia – 36 zł za kopię.

Po zainstalowaniu i uruchomieniu GameAssistant otwiera przed nami pełną listę gier z naszej biblioteki Steam, wskazując obsługiwane ale niezainstalowane produkty szarym kolorem, oznaczając na czerwono te, które nie są wspierane przez aplikację oraz na czarno – wszystkie gry zainstalowane i obsługiwane przez aplikację. W moim przypadku były to wspierane 83 tytuły (z ponad 800 gier zgromadzonych w bibliotece), z których na dysku aktualnie miałem zainstalowane 12 gier. To niezły, bliski 10% wynik.

Od ogółu do szczegółu – niestety zabrakło mi jednej, wygodnej opcji przy grach niewspieranych przez GameAssistanta – podobnej do innych (obsługiwanych) gier opcji launchera, umożliwiającego uruchomienie wybranego tytułu bez sięgania po interfejs Steama (oraz opcji zabijania procesu w razie czego). Co do gier rzeczywiście obsługiwanych – tu panuje już spora różnorodność, choć generalnie autorzy aplikacji zadbali o jednorodny układ opcji. W niektórych przypadkach (jak w Hard Reset) – wybór jest skromny i sprowadza się do uruchomienia/zatrzymania gry, dwóch opisów wskazujących czynności umożliwiające wyłączenie startowych animacji i zapis gry w dowolnym momencie. Jest też odsyłacz prowadzący do filmu z kompletnym walkthrough gry.

Równie skromnie wypada wybór opcji do Alana Wake’a i >observera – w ostatnim przypadku znalazło się jeszcze miejsce na linki do tekstowego walkthrough i kilka przydatnych opcji (wyłączenie depth of field i chromatic aberration, wybór maksymalnego filtrowania anizotropowego). Znacznie ciekawsze ustawienia znalazłem za to przy Batmanie: Arkham Asylum – w tym m.in. odsyłacz do pakietu tekstur HD, ustawienie odświeżania na 120 i 144 Hz, oraz przy F.E.A.R. i Star Wars: Force Unleashed (gzie znalazłem opis aktywowania polskiej i rosyjskiej wersji językowej). Mamy więc spory rozstrzał pomiędzy wspieranymi grami: od skromnego wyłączania startowych filmów i odsyłaczy do walkthrough po bardziej skondensowane porcje wiedzy, sprowadzające się do modów i manipulowania niedostępnymi w standardowych launcherach/opcjach gry opcjami.

Bardzo brakuje mi w GameAssistancie opcji modyfikowania rozmiarów okna czy też jego układu. Jak również tego, że część modyfikacji zmusza nas do sięgania po regedit i samodzielnego modyfikowania kluczy rejestru Windows.

W wersji 1.1 GameAssistanta wprowadzono opcje konsultowane z Global Achievement Hunting Community – co oznacza m.in. ukrywanie w interfejsie aplikacji tych elementów, które są niezgodne z wytycznymi tej grupy (np. cheatów). Daje to pewną wygodę… ale wyłącznie ściśle określonej grupie graczy.

Jako DLC możemy dokupić Special Edition za 22 zł dodatek obsługujący wiele kont na jednym komputerze – dla większości graczy zupełnie zbędny i windujący sumaryczną cenę do 58 zł – a to już moim zdaniem sporo za takie narzędzie.

Podsumowanie: W obecnej wersji GameAssistant wspiera blisko 200 gier z przepastnej biblioteki Steama – zanim zdecydujemy się zakupić aplikację, warto przejrzeć ich listę zawierającą także modyfikowane opcje i odsyłacze do poradników. Niewątpliwie brakuje wsparcia dla innych systemów cyfrowej dystrybucji, co jednak jest planowane. Przeszkadza nieco brak możliwości zmiany rozmiaru okna, czy też bardzo skromny wybór opcji konfiguracyjnych samego narzędzia. Wiele opcji dotyczących gier wymaga też od nas samodzielnego grzebania w rejestrze na bazie porad, a niektóre z tytułów zostały potraktowane wybitnie „po macoszemu” (wyłącz intro, zajrzyj do walkthrough). Kupując jednak jednorazowo GameAssistanta otrzymujemy aktualizacje bazy danych, w tym planowany Community Pack (archiwum ZIP zawierające dodatkowe opcje i ustawienia do gier). Twórcy GameAssistanta otwierają nam też drogę do… samodzielnego moddowania ich aplikacji poprzez tworzenie własnych plików konfiguracyjnych do gier – dokładny opis tego procesu wyszczególniono w dokumentacji do programu. Nie powiem, nie jest to narzędzie idealne, ale z punktu widzenia gracza, któremu nie chce się szukać opisów wybranych metod optymalizacji gier, cheatów do nich, czy też gotowych modów – to niezła baza danych i sprawnie wymyślony launcher o skromnym interfejsie. Mogę tylko pomarzyć, że rozwinie się w podobnym kierunku jak foobar2000, oddając nam do rąk potężne i wygodne narzędzia, w spartańskiej szacie graficznej. Nie jest to jeszcze alternatywny launcher, ani aplikacja do instalowania modów (w stylu Nexus Mod Managera), ale ciekawy bank danych zawierający ukryte lub trudno dostępne opcje do wybranych gier. Oby szybko się rozwijał.

Producent: GameAssistant Team

Dystrybutor: GameAssistant Team

Język polski: brak

System: PC Windows 7/8/8.1/10

Ocena: Można