Gotowi na ponad 500 stron wybryków Wade’a i Nathana? Pewnie nie, nikt na to raczej nie jest psychicznie przygotowany, a już na pewno nie w tak potężnej dawce (no dobrze, pół tysiąca stron w jeden wieczór. Późny wieczór…).

Deadpool tradycyjnie dla serii tryska poczuciem swojego (specyficznego) humoru, posoką i kawałkami mózgu. Cable zgrywa mesjasza, który chce doprowadzić do zbawienia ludzkości. Zbieg okoliczności sprawia, że tych dwoje bohaterów zbliża się do siebie bardziej niż by tego chcieli. Fanatyczny idealizm Nathana połączony z lekkością bytu Wade’a brzmi jakby coś tu miało mocno iskrzyć przez znaczną cześć tej (niezbyt wysublimowanej, uwzględniając udział Deadpoola) historii.

Punkt startowy fabuły to zlecenie, jakiego w imieniu pewnej sekty podejmuje się Deadpool. Ot zwykła sprawa, wykradzenie jakiegoś wirusa z tajnych laboratoriów. Niebieskoskórzy wyznawcy Kościoła Jednego Świata mają na celu wyzbycie się własnej tożsamości (plus przemalowanie na neutralny kolor skóry) i stworzenie idealnego społeczeństwa. Dla Deadpoola to szansa na zdobycie gotówki i być może nowej, bardziej atrakcyjnej skórki. Jednak wirus o którego zabiegają sekciarze jest czymś więcej – a jego zderzenie z powłoką wiecznie regenerującego się Deadpoola oraz Techno-organicznym wirusem Cable’a ma nieoczekiwane konsekwencje. To tylko szczątkowy zarys fabuły, która już na starcie skłania Cable’a do próby stworzenia utopijnego miasta, które niemal natychmiast staje się zarzewiem globalnego konfliktu, pełnego super mocy, X-Men i wyjątkowo gadatliwego Cable’a (w tej serii dysponującego globalnymi umiejętnościami telepatycznymi i telekinetycznymi, obok zwyczajowego zestawu futurystycznych pukawek i świecącego oczka). Dodajmy, że na kartach komiksu pojawiają się nawet obszerne wywiady z Cable’em, snującym swoją wizję przyszłości.

Mikstura dwóch przeciwstawnych sobie postaw – Wade’a i Nathana, na kartach opowieści snutej przez Fabiana Nicieza wypada świetnie – to świat zbudowany na konflikcie dwóch głównych bohaterów, którzy z różnych powodów są zmuszeni do tego by w mniejszym lub większym stopniu ze sobą współpracować. Cyniczny Deadpool od czasu do czasu sypie swoimi prostackimi żartami, Cable, jak to Cable, bywa śmiertelnie poważny, choć czasami musi spuścić z tonu. W tle – rozważania na temat utopii i społeczeństwa. Może niezbyt głębokie i prowadzące do oczywistych wniosków, ale sprzedane na kartach komiksu, skrzących się od barw, ze smakiem.

Z jednej strony – ciekawie jest spojrzeć na utopijny projekt Cable’a, dążącego do celu naprawdę dużym kosztem, z drugiej ten upór wydaje się być przesadny, nieuzasadniony i zupełnie pomijający (wadliwy) czynnik ludzki, którego znamienity przykład przewija się co chwila przed oczami Nathana jak irytująca osa. Jest i inny wymiar tej barwnej zawieruchy – działania zewnętrznych sił, sprzymierzonych przeciw utopijnym wizjom Cable’a oraz kolejne próbki Deadpoola w skafanderze X-Men, do znudzenia prowadzące do tego samego wniosku – Wade być może chciałby czynić dobro, ale za bardzo się do tego przykłada.

Podsumowanie: Zwroty akcji gwarantowane. Głupie teksty Deadpoola – są. Mesjanistyczna rola Cable’a – jest (łącznie z powstawaniem ze zmarłych). Wszystko to zaprawione dawną zmutowanej superbohaterskości X-Men, śledztwami z Deadpoolem w roli detektywa, stratami jednych mocy na rzecz innych supermocy i wizytami w multiwersum, z brawurowymi kradzieżami włącznie. Ponad 500 stron ostrej jatki z odrobiną umiejętnie dawkowanego seksizmu, nieco zbyt małą dawką deadpoolizu i ostrożnie serwowaną pula X-Men, klonów i psychopatycznych (niedoszłych) władców świata. W zbiorczym albumie dostajemy zeszyty #1-#23 serii Cable & Deadpool. Warto.

Gatunek: science-fiction, superbohaterowie

Scenariusz: Fabian Nicieza

Rysunki: Patrick Zircher, Mark Brooks, Shane Law, Chris Stephens, Dave Ross

Tusz: Rob Ross, Alan Tam, M3th, Derek Fridolfs

Kolory: Shane Law, Kevin Yan

Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski

Wydawca: Egmont / Klub Świata Komiksu

Format: album w twardej oprawie, 170×260 mm

Liczba stron: 544

Cena okładkowa: 149,99 zł

Ocena: Polecamy