Project X był prosty jak budowa cepa. Statek leci ciągle w prawo i kasuje kolejne fale nadlatujących przeciwników.

Brytyjskie studio Team 17 ubrało ten oklepany pomysł w kapitalną oprawę dostarczając jedną z najładniejszych strzelanin jakie widziała Amiga. Do tego system dopałek był ustalany przez gracza – albo od razu wydajemy żetony na prostszą rozbudowę albo oszczędzamy na potężniejsze armaty. I byłoby wspaniale gdyby nie wyżyłowany poziom trudności. Pierwszy etap był jeszcze do opanowania, ale dalej robiło się absurdalnie „nie do przejścia”. Wrogie statki zalewały ekran, bossowie byli przepakowani, a dopałki przepadały w mgnieniu oka. Ostatnio odpaliłem Project X po latach przerwy i gra nadal tak samo szarpie nerwy. Ale wciąż wygląda ślicznie.