Bethesda nie do końca radzi sobie z łataniem błędów w swojej kontrowersyjnej, sieciowej produkcji.

Fallout 76 zbudował wokół siebie masę kontrowersji, zdobył jednak przez ostatni rok pewną rzeszę wiernych fanów, którzy wieżą, że Bethesda jest w stanie ze swojej postapokaliptycznej sieciówki coś bardzo solidnego. Twórcy przekonują, że gra z każdą aktualizacją staje się coraz lepsza, konsekwentnie jednak psują też nowe rzeczy z każdą aktualizacją. Tym razem, po wydaniu łatki 11, całkiem zirytowali swoich fanów.

Aktualizacja, która miała między innymi rozwiązać problem utykania w power armorach, sprawiła, że część graczy straciła swoje egzemplarze pancerzy, a inni odkryli nagle, że zostały one przeniesione z ich ekwipunku do skrytki w obozowisku. Do tego legendarne przedmioty, które miały po aktualizacji wypadać z pokonanych legendarnych wrogów szybciej, nie wypadają wcale, co sprawiło, że gracze, poświęcający długie godziny na ich farmienie są całkiem zirytowani.

Inne zmiany, takie jak zwiększenie ilości wypadających przydatnych przedmiotów – między innymi stim packów – zamiast waluty premium, Atomów, są odbierane pozytywnie przez nowych graczy, którym aktualizacja zauważalnie ponoć ułatwiła życie, jednak część fanów uważa, że to ruch ze strony Bethesdy mający zmusić ich do kupowania waluty za prawdziwe pieniądze.

Jedną z rzeczy, o którą proszą w tym zamieszaniu fani, jest serwer testowy – dość standardowe rozwiązanie w grach sieciowych, pozwalające sprawdzić nowe modyfikacje w kontrolowanym środowisku, zanim położą na nich ręce wszyscy gracze. Zważywszy na fakt, że Bethesda sama przyznaje, że Falloutowi 76 przysłużyłyby się beta testy przed premierą, propozycja ta wydaje się jak najbardziej uzasadniona.