OnEscapee to jeden z najciekawszych następców Flashbacka i jedna z najlepszych opowieści science-fiction w historii elektronicznej rozrywki. Niestety, niewielu graczy miało okazję, by przekonać się o tym osobiście.

Daniel White nie jest żadnym superbohaterem, komandosem czy agentem wywiadu, a tajemniczy porywacze dopadli go, gdy spokojnie spędzał wieczór przed telewizorem. Ogłuszonego, wyciągnęli z mieszkania i wywieźli w sobie tylko znanym kierunku. Daniel ma jednak szczęście w nieszczęściu, bo pojazd porywaczy rozbija się tuż przed dotarciem do celu. W wypadku giną wszyscy oprócz porwanego. Ścigany przez nieznanych wrogów White znajduje się na obcej planecie i musi uciekać.

Tu do akcji wkracza gracz, który wie tyle samo, co główny bohater, czyli nic. Jest nie wiadomo gdzie, strzelają do niego (nie wiadomo kto), próbują zabić (nie wiadomo dlaczego) – i albo zginie od razu (bardzo prawdopodobne), albo schowa się w podziemnym korytarzu, spróbuje przeżyć choć kilka chwil dłużej, nauczy się unikać zagrożeń i posługiwać bronią, a później… być może nawet wróci do domu. Tak zaczyna się OnEscapee, stworzona przez węgierskie studio Invictus, jedna z najbardziej intrygujących gier w historii Amigi.

Już od obejrzenia arcyklimatycznej introdukcji trudno uwierzyć, że dla Ákosa Diviánszkiego i Tamása Kozáka, którym wsparcia udzieliła garstka kolegów, był to absolutny debiut w branży. OnEscapee wykorzystuje wprawdzie rozwiązania doskonale znane graczom z Another World i Flashbacka, robi to jednak – zarówno w fabule i mechanice rozgrywki, jak i kwestiach oprawy graficznej – w sposób wyjątkowo dojrzały.

Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że potencjalna konkurencja w tym gatunku – Fade to Black, Blackthorne czy Bermuda Syndrome – zgodnie omijała Amigę, a próby takie jak rodzimy Cyber Force: Zniewolony umysł, którego historię opisaliśmy w Pixelu #8, to jednak niższa liga. Tymczasem u Węgrów we wszystkim widać klasę światową: od udanego oddania klimatów mrocznego science-fiction (w recenzjach pojawiły się nawet porównania do Blade Runnera), przez pracowicie przygotowane animacje na każdą okazję (np. główny bohater może zginąć na ponad sto sposobów, co każdorazowo ilustrowane jest sugestywną scenką) i urozmaicone, przemyślane zagadki, aż po ręcznie rysowaną grafikę i epickie motywy muzyczne – OnEscapee to prawdziwa perełka.

Niestety, spóźniona. Gra ukazuje się pod koniec 1997 roku, co dla Amigi jest już okresem schyłkowym, zatem tylko nieliczni wierni tym komputerom użytkownicy mają okazję, by docenić kunszt Węgrów i wziąć udział w opowiedzianej przez nich historii. Co gorsza, aby to zrobić, muszą posiadać napęd CD, a w przypadku tej platformy nie jest to przecież oczywiste.

Ci, którzy próbują, mogą też nie podołać wyzwaniu (czego doświadczył m.in. piszący te słowa), OnEscapee jest bowiem nieludzko wręcz trudna, a internet wypchany po brzegi solucjami i gameplayami to dopiero przyszłość. Częściej zatem niż postępy w fabule obserwuje się kolejne, zawsze dosłownie pokazane na ekranie, śmierci Daniela White’a. Jednak w zamian za włożony wysiłek, gra rewanżuje się możliwością uczestnictwa w fascynującej interaktywnej opowieści o Obcych porywających Ziemian do swojego świata.

Chcąc nie chcąc, sterujący krokami bohatera gracz penetruje to zabójczo nieprzyjazne środowisko, wykazuje się zręcznością w walce z reprezentantami tamtejszej fauny oraz robotami, rozwiązuje zagadki logiczne, błądzi po labiryntach korytarzy, nurkuje, przestawia przełączniki, by odblokowywać kolejne przejścia, odwiedza ogromne miasto, tajemnicze podziemia czy laboratoria, by w wielkim – po filmowemu chwytającym za serce – finale dotrzeć do wojskowej bazy, gdzie znajdują się odpowiedzi przynajmniej na część pytań. Czy po wielu godzinach starań gracz może liczyć na happy end?

W połowie następnej dekady – dużo za późno, by OnEscapee zyskała należną sobie popularność – ukazał się dostępny jako freeware remake gry na peceta. W międzyczasie studio Invictus wyspecjalizowało się w wyścigach samochodowych i grach na urządzenia mobilne. Ktokolwiek, niezależnie od platformy, chciałby zmierzyć się z ich debiutanckim i najciekawszych dziełem, niech penetrując miasto Obcych, wpadnie do baru, aby wraz z Danielem White’em posłuchać koncertu. Każdy gracz puszcza wtedy joystick bądź odsuwa klawiaturę, ociera pot z czoła, uspokaja oddech i przerywa walkę o przetrwanie. To jeden z tych magicznych momentów, jakie w grach zdarzają się bardzo rzadko. Szkoda, że tego z OnEscapee doświadczyło tak mało osób.

Artykuł ukazał się w Pixelu #16, którego nakład został już wyczerpany. Zapraszamy jednak do sklepu Pixela po inne wydania drukowanego magazynu oraz po wersje cyfrowe Pixela.