Trudno pokonywać kolejne stawiane przez twórców gry przeszkody ze świadomością, że w żyłach protagonisty płynie śmiertelna trucizna.

Riuken, przyszły władca Sindary, dopiero co wydostał się z więzienia, w którym przetrzymywał go potężny przeciwnik i najeźdźca oraz dowódca mrocznej armii, Lord Oni Antrax. Teraz, by pokonać agresora, nasz bohater musi przemierzyć opanowaną przez wrogie siły krainę. Choć jednak jest ona piękna – bo narysowana na mikrokomputerze ZX Spectrum – nie będzie podczas tej wędrówki czasu na podziwianie widoków. Prawdę mówiąc: nie będzie czasu nawet na zaczerpnięcie oddechu.

Oni Antrax nie tylko bowiem porwał Riukena, ale także otruł go, a działanie trucizny niwelują porozrzucane tu i ówdzie fiolki z antidotum. Niestety, odtrutka działa tylko przez chwilę, trzeba więc pędzić przed siebie, skacząc po platformach i omijając kolejnych wrogów (zabić ich nie można), w poszukiwaniu następnych fiolek, których zebranie ratuje życie na kolejnych kilkanaście sekund.

Gra byłaby dużym wyzwaniem i bez tej innowacji, a konieczność ciągłego zbierania odtrutki czyni ją wręcz arcytrudną. No cóż, nie powinno to dziwić, jeśli przypomnimy sobie, że TokuSoft to producent odpowiedzialny za piekielną dylogię Danterrifik i Danterrifik II.

Mimo to warto podjąć wysiłek i spróbować swoich sił w Ninja Poison. Riuken sam sobie raczej nie poradzi. Gra można za darmo pobrać na stronie autorów.