Świat profesjonalnego gamingu nie znosi próżni. To znaczy miesiąc bez nowinek gotowych do kupienia. Prawda, że szeroko uchylimy portfele przed całkiem nowym Logitechem, jeśli okaże się, że ma on jedną unikalną cechę, której nie może zaoferować konkurencja?

Zacznijmy od złych wiadomości, czyli ceny: 649 zł za klawiaturę mechaniczną Logitech Pro X – zgrabną, kompaktową konstrukcję, pozbawioną bloku numerycznego. Wiem, w tym momencie słyszę już z oddali oburzone głosy: „jak to, za mniej klawiszy mam zapłacić więcej złotylionów”? (w tym miejscu łoskot zamykanego z trzaskiem portfela/chowanej do kieszonki karty kredytowej) Owszem. I to jeszcze nie koniec kosztów związanych z Pro X. Bo można do Pro X-a dokupić dodatkowe zestawy przełączników – do wyboru GX Blue, GX Brown i GX Red (odpowiednio: z klikiem, sprężynujące i liniowe), w komplecie 92 sztuki. Co w praktyce oznacza, że Logitech Pro X to klawiatura w której samodzielnie możemy dokonać wymiany nie tylko nakładek na przełączniki, ale i samych przełączników, kupowanych w zestawach – część z klikiem, część brownów, część liniowych. W dowolnych kombinacjach, na przykład: WSAD klikają za dnia, w nocy gdy rodzina śpi, podmieniamy je na liniowe. Sprytnie. Szkoda tylko, że za równowartość nowej klawiatury Logitecha i paru zestawów przełączników da się kupić 2-3 klawiatury mechaniczne z różnymi przełącznikami.

Swoją drogą, czekamy na wersję mechanicznej klawiatury LEGO, do samodzielnego poskładania.