To już drugi nasz kontakt z tym niezwykłym tytułem produkowanym przez Supermassive Games. Wszystko wskazuje na to, że rzecz przyćmi nawet doskonałe Until Dawn.

Man of Medan to pierwsza część zapowiadanej gotyckiej serii The Dark Pictures Anthology. Odpowiednio mroczna, rozgrywająca się w błękitach i zieleniach. W sferze fabularnej jest to odtworzenie schematu znanego z Until Dawn, tyle że w – jak się wydaje na podstawie zaprezentowanych dotąd fragmentów – w rozbudowanej postaci. Ten interaktywny film poznawaliśmy tym razem w sekwencji kooperacji. Pixel został połączony z redaktorem Myszą z redakcji Gram i trafiliśmy na początek opowiadanej przez grę historii (na E3 ogrywaliśmy jedną z późniejszych sekwencji, gdy część bohaterów już nie żyła).

Zaczyna się od wojskowego okrętu, na którego pokładzie zostaje uwolnione pradawne zło. Wypełza ze skrzyń, ale ciągle jeszcze nie wiemy, czym jest. Kierując dwójką bohaterów, byliśmy zdani na to, kto pierwszy odkryje dalszą drogę. Wszystkie wydarzenia działy się równolegle. Nawet włączenie menu ustawień przez chcącego skalibrować pada Myszę powodowało zatrzymanie akcji na naszym ekranie. Horror kończy się dość szybko jatką. Ciach i wjeżdżają napisy tytułowe, a wraz z nimi leci kapitalna piosenka i widzimy intro, w którym facet w kapeluszu podąża korytarzem pełnym obrazów, na których… znajdują się bohaterowie gry. Gdy delikwent dociera do swego gabinetu, ściąga kapelusz i zaczyna nafaszerowaną ironią przemowę, ręce trochę opadają. Przecież to ten sam trik, co w Until Dawn, gdzie podgrzewająca adrenalinę akcja została poszatkowana beznadziejnymi przemowami psychiatry. Tutaj zapowiada się niestety coś bardzo podobnego. Panowie Supermasywni, postać narratora w tej historii jest naprawdę całkowicie zbędna! Sugeruje, że ta historia nie dzieje się naprawdę, tylko stanowi jakiś myślowy konstrukt.

W każdym razie akcja przenosi się następnie na pokład jachtu, którym piątka młodych ludzi wyrusza, żeby trochę ponurkować. No i poimprezować przy okazji, rzecz jasna. Interesują się zatopionym wrakiem myśliwca, ale później stykają się z tym, co spowodowało zredukowanie do zera liczebności żołnierzy na okręcie. Jeśli chodzi o warstwę aktorską, wszystko jest tu tip top. Jak na moje oko najlepiej gra ciemnoskóra pani sternik, a stosunkowo słaby jest najbardziej znany z towarzystwa aktor Shawn Ashmore (ten sam, który grał główną rolę w Quantum Break).

Zaliczyliśmy łącznie w Warszawie i Los Angeles około 2 godzin Man od Medan. Cała historia ma być przeznaczona na 5-7 godzin. Tyle że dochodzą tutaj różne ścieżki scenariusza oraz to, że w kooperacji wygląda to jeszcze inaczej. Wielkim smaczkiem jest to, że rozmawiając z kimś możemy znaleźć się w sytuacji, że stojący niedaleko nasz „wspólnik” rozmawia z kimś innym i tą rozmowę słyszymy w tle. Podobało mi się także to, że relacje pomiędzy postaciami nie są papierowe i podobnie jak w Until Dawn, mówimy tu o psychologii na poziomie rzadko spotykanym w grach wideo.

Man of Medan, jeśli nic się nie wydarzy, zrecenzujemy już w powakacyjnym 51. numerze Pixela. Dostarczymy też wywiad z twórcami. To bez żadnych wątpliwości będzie jeden z najważniejszych tytułów 2019 roku.