Crescent Moon Games to studio znane przede wszystkim za sprawą intrygującej gry zręcznościowej the Deer God. Przeglądając pozostałe tytuły tego studia (zdobyte w jednym z bundle’i) natrafiłem na dawno już porzucony (sądząc po dacie ostatniej aktualizacji) projekt o oryginalnym tytule Hammer Bomb.

Crescent Moon Games postanowił wpuścić nas w labirynty korytarzy i zaproponować zręcznościowego dungeon crawlera (grid based) z widokiem z perspektywy pierwszej osoby. I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, iż dotykowy ekran marnie nadaje się do gier tego typu. Trudno bowiem wyobrazić sobie sprawną rozgrywkę bez lewej dłoni na kursorach i prawej na myszy, sterującej czarami, atakami i obroną. Duneon crawlery to mimo wszystko wymagający gatunek, w którym jedną z atrakcji są walki rozgrywane w specyficznej formie tańca na siatce z pół oraz nieodzowne zagadki, wymagające pomyślunku i często biegania z miejsca na miejsce ze ściśle określonym zbiorem przedmiotów.

Jak to wszystko przenieść na ekran smartfona, zachowując jednocześnie bazowe elementy gatunku? Na pierwszy rzut oka to niemożliwe. Sądziłem tak jeszcze do niedawna, obserwując nieliczne gry tego typu, takie jak QuestLord, czy próba adaptacji na ekran smartfona Dungeon Mastera. Ze zróżnicowanym powodzeniem i średnią satysfakcja z rozgrywki. Dopiero Hammer Bomb – Creepy Dungeons! dowiódł, że się da, ale trzeba zupełnie zmienić podejście do interfejsu i mechaniki rozgrywki.

Niech nie zrazi was odjechana w kosmos oprawa audiowizualana (voxele + techno) – to dopiero początek zmian w rozgrywce. Najdziwniej będzie, jak zdobędziecie tytułowy młot bojowy i wpadniecie w kilkunastosekundowy szał, rażący przeciwników ciosami, a oczy tęczą kolorów. O tak, od konwencji klasycznych dungeon crawlerów fantasy daleko odbiegliśmy.

Hammer Bomb to mikstura roguelite’a, dungeon crawlera, Pac-Mana (lub Snake’a) oraz gry zręcznościowej. Twórcy postanowili pozbyć się całkowicie balastu gier nastawionych na strategię walki i rozwój postaci, wrzucając nas do labiryntu bez broni i z jednym slotem w ekwipunku. Co oznacza, że na starcie biegamy jak szaleni po labiryncie i poszukujemy skrzyneczek z uzbrojeniem. Każda z broni ma ściśle określoną wytrzymałość, przykładowo – miecz wystarczy do zadania trzech ciosów, łuk do wystrzelenia trzech strzał itd. Podstawowy cel gry to odnalezienie kilku kryształów, które aktywowane odsłaniają położenie wyjścia. Możemy oczywiście od razu biec do wrót na następny poziom, ale nie opłaca się to ze względu na punkty doświadczenia i zbieraną po drodze gotówkę – ta ostatnia służy do zakupów wszystkiego co możemy sobie wymarzyć – łącznie 51 usprawnień, zwiększających pojemność ekwipunku, pasek życia, moc i wytrzymałość broni oraz odporność na pułapki rozstawione na ziemi. Co jakiś czas zetniemy się z bossem, ale to już opowieść, którą lepiej przeżyć na własnej skórze. Podziemia są pełne tajemnic i więźniów – niekiedy napotkamy na ukruszone ściany (do rozbicia bombą) i kraty, za którymi oczekują rycerze na wyzwolenie. Ot, dodatkowe atrakcje, obok biegających po kazamatach zagrożeniach. Całkiem sporo, jak na darmowy, dawno porzucony przez autorów produkt.

Oprócz wciągającej i niepowiewającej nudą rozgrywki (przez rozwój za wirtualne monety i losowo generowane podziemia) jest tu jeszcze jeden element, który wart jest wyróżnienia: sterowanie, które czyni z tego techno dungeon crawlera rozrywkę godną uwagi poświęcenia kilku godzin na słuchanie dynamicznej rytmiki. Oczywiście, jak to w grach chodzonych bywa – obraz nieco podskakuje podczas ruchu, co nieźle pasuje do rytmu muzyki. Nasza postać porusza się po labiryncie cały czas, no chyba, że napotka na przeszkodę. Cała nasza interakcja sprowadza się do sześciu gestów: przesunięcia palca w lewo lub w prawo, by skręcić we wskazanym kierunku, w dół – by obrócić się o 180 stopni i do góry – by przeskoczyć nad przeszkodą. Pacnięcia palcem w broń, by oddać strzał, zamachnąć się mieczem lub rzucić bombę (albo aktywować młot zagłady). Dotknięcia symbolu broni lub papirusu znalezionego w skrzyni, by zebrać uzbrojenie lub aktywować dodatkową misję (to samo dotyczy otwierania drzwi). I to wszystko – łatwe do opanowania, ale trudne do osiągnięcia mistrzostwa, gdy na głębszych poziomach przeszkody się mnożą. Zresztą przekonajcie się sami. Niestety, w wariancie bezpłatnym zostaniemy zaatakowani również reklamami, co psuje zabawę i jej rytm…