Jeśli należysz, drogi czytelniku, do graczy, którzy kończą Contrę na jednym życiu i szukają nowych, podobnych wyzwań, na pewno zaciekawi cię ta informacja!

Iron Meat zarówno w rozgrywce, jak i w grafice odwołuje się do wielkiego poprzednika, którego nazwa padła w poprzednim akapicie. Istotnie, jest to Contra na sterydach, choć żeby zagrać, nie trzeba szukać cartridge’a 168 in 1 do Pegasusa. Wystarczy pecet.

Demo umożliwia kilka godzin intensywnej wymiany ognia z hordami przeciwników, podanej w klimatycznej oprawie audiowizualnej, co robi znakomite pierwsze wrażenie. Autorzy umiejętnie zaostrzają nasze apetyty, obiecując więcej atrakcji w wersji pełnej: dodatkowe bronie, osiem zróżnicowanych poziomów, no i przede wszystkim – będący esencją Contry – kanapowy tryb kooperacji.

Redakcja bloga Pixelpost już nie może się doczekać.

A korzystając z okazji, przypominamy, że artykuł poświęcony historii Contry opublikowaliśmy w 60. numerze Pixela, który wciąż można kupić w wersji elektronicznej.