Ja piszę o grze wyścigowej. Chyba niedługo piekło zamarznie, a świnie zaczną latać. Przecież poza Gran Turismo i Destruction Derby to ja nawet nie lubię tego typu gier. Ta jednak prezentuje się ciekawie…

Nie bijcie mnie, ale ja serio nie lubię gier wyścigowych. Jakoś mi po prostu mnie nie pociągają. Nigdy nie byłem wielkim fanem motoryzacji, a jako duże dziecko wolę ogromne roboty, które do siebie strzelają. Wspomniane Gran Turismo bardzo ceniłem sobie za możliwości modyfikowania pojazdu – to było to co mnie przyciągnęło do tej gry. W przypadku Destruction Derby chodziło o rozwałkę oczywiście. W tej materii warto też wspomnieć kultowy Carmageddon – grę którą do dziś darzę ogromną dozą sympatii.

Dlaczego więc piszę o Inertial Drift? Bo strasznie mnie ta gra zaintrygowała. W jej opisie najbardziej interesuje mnie komponent „arcade”. Jeśli będzie miała w sobie coś ze starych automatowych ścigałek, to mogę złamać moją zasadę nie grania w takie gry. Do tego bardzo pasuje mi estetyka – zobaczcie:

Ten retrofuturyzm a la lata 90. (dziwnie to brzmi nieprawdaż), skąpany w neonowej poświacie… coś takiego po prostu do mnie przemawia. Jeśli w soundtracku będzie pełno odpowiednio dobranego synthwave’u to jestem kupiony w tym aspekcie. Do tego przedstawiona mechanika driftowania i sterowania za pomocą obu analogów wydaje się ciekawa. Mam też lokalny multiplayer – co zawsze jest plusem. Twórcy zapowiadają też, że każdy z samochodów będzie się znacząco od siebie różnił co może być interesujące.

Gra została zapowiedziana na wiosnę 2020 roku i ma wyjść na Playstation 4, Switcha, Xboxa One oraz na PC.