Hellboy na PSP

Był taki czas, że po uszy zakochałem się bezgranicznie w PSP. Po prawdzie wcześniej poza Game & Watch nie miałem żadnych handheldów.

Grałem we właściwie wszystkie godne oka produkcje na konsolę Sony, filmowałem nią, używałem jako GPS-a, oglądałem filmy, fotografowałem w Chinach. Te cudowne urządzenie co rusz zaskakiwało jakąś nowinką, powodowało, że PS3 i X360 odkurzałem tylko wówczas, gdy wychodziła gra kalibru GTA4 albo MGS4. I oto w pewnym momencie na PSP wyszła growa wersja Hellboya, z podtytułem Science of Evil. Zachodni recenzenci zdążyli już schlastać wersje tej produkcji na PS3 i X360. Czort z nimi, nie polemizowałem, nie widząc tamtych inkarnacji. Natomiast to, co powstało na PSP, było urzekające i śliczne. Przypominało Chains of Olympus z Kratosem, zarówno grafiką, jak i stylem akcji. Oczywiście, była to gra prosta, dająca się skończyć w mniej niż 10 godzin, jednak fani komiksowego Hellboya odnajdywali w niej swojskie klimaty, śmiem twierdzić, w większej ilości niż u Del Toro. I choć growe adaptacje filmów czy komiksów bywają zwykle tandetne, ta dawała radę. Ot, taka zapomniana w czasie i przestrzeni perełka, którą prawdopodobnie tylko ja do dziś czczę.