Nie mam specjalnie wielkich wymagań jeśli chodzi o szeroko rozumianą popkulturę. Serio – zwykle pragnę po prostu czegoś co sprawi, że będzie chciało mi się wracać przed ekran czy znów usiąść do książki czy komiksu.

W tym temacie zadowolić mnie naprawdę łatwo. Jest jednak kilka rzeczy, które doprowadzają mnie do szewskiej pasji. Krew mi się wtedy gotuje, łapię za miecz i z okrzykiem „na Croma!” mam ochotę iść wybić reżyserów/autorów/rysowników/tu wpisz odpowiednie stanowisko. Szczególnie gdy sprawa dotyczy rzeczy mocno w danej kulturze osadzonych i powiedzmy…”wielebnych”. Tu moja tolerancja jest mniejsza niż w przypadku totalnie nowych pomysłów. Może jestem naiwny ale są rzeczy nie tyle święte i ważne dla całego grona ludzi, że nie chciałbym, aby dostały się w ręce jakiś profanów.

I dlatego mam srogi problem z nowymi „Gwiezdnymi wojnami”. Nie dlatego, że robi je Disney. Nie dlatego, że chcą coś zmienić. Nie dlatego, że nie trzymają się EU (Expanded Universe). To wszystko nie jest problemem. Problem zaczyna się wtedy gdy fanów traktuje się jak idiotów. Nie wymagam żelaznej logiki. To „Gwiezdne wojny” gdzie jednym z głównych tematów jest Moc czyli, mówiąc krótko, ichni odpowiednik magii. W takim świecie dużo można przeboleć i na wiele rzeczy spojrzeć łaskawym okiem. Cierpliwość to jednak ograniczony zasób i gdy ktoś śmieje się nam w twarz swoimi rozwiązaniami fabularnymi to można naprawdę się zdenerwować. Wiem, że nowe „Gwiezdne wojny” mają sobie zdobyć nowych fanów ale czy muszą przy okazji wykosić wszystkich starych? Czy starych bohaterów nie można przedstawić jako legend galaktyki, a nie tylko jakiś nic nie wartych pryków, którzy są słabi i generalnie do wymiany? Rozumiem, że nowe postacie mają grać tutaj pierwsze skrzypce ale na św. Vadera! Niech to będą bohaterowie z krwi i kości, którzy mają jakąś motywację, są czymś więcej niż tylko napędzaczami fabuły bo tak scenariusz mówi. Rozumiem też że musimy mieć złych i antagonistów ale czemu wyrastają oni praktycznie znikąd i to w sile godnej zagrozić stronie, która wygrała wojnę? A przykłady można mnożyć…

Nie zrozumcie mnie źle. Cieszę się, że nowe „Gwiezdne wojny” próbują czegoś nowego. Czemu tylko robią to w tak kaleki sposób? Czemu bez poszanowania tego co było kiedyś? Czemu z absolutnie bzdurnymi i nic nie wnoszącymi scenami komediowymi? Chyba, że ja po prostu jestem za stary i powinienem jeszcze raz obejrzeć oryginalną Trylogię, zamknąć się i ustąpić z pola walki…