Nie tak dawno GOG, już za kilka dni Steam – płatność w złotówkach staje się standardem. Jednak nie o walutę w tym wszystkim chodzi, lecz o to, czy wreszcie zobaczymy “polskie ceny”?

Nie da się ukryć, że siła nabywcza Polaków jest znacznie niższa niż naszych zachodnich sąsiadów. Statystycznie zarabiamy znacznie mniej, a zakup gier wideo i generalnie wydatki na kulturę, to jednak nie są wydatkami pierwszej potrzeby. Wspólny rynek cyfrowy wymuszający jednolitą cenę w całej UE jest dla nas więc wielkim zagrożeniem. Niestety, w tym kierunku idą pomysły wielu polityków, ale nie o zagrożeniach dziś, a o szansach.

Dawno temu różnice w siłach nabywczych załatwiało się za pomocą pudełek i lokalizacji. Wydawcy od zawsze bali się tak zwanego “eksportu wtórnego”, a mówiąc wprost, że sklepy w takich krajach jak Niemcy zaleją tańsze gry kupione przez zaradnych hurtowników w polskich sklepikach. Dlatego gry się lokalizowało, najlepiej wyrzucając z nich oryginalny język. Wtedy można było taki produkt sprzedawać taniej, licząc, że konsument na bogatym zachodzie nie skusi się masowo na grę po polsku. Z biegiem lat gry stawały się jednak produktem bardziej “globalnym”. Rewolucja cyfrowa zapoczątkowana przez Steam zmieniła i zasady panujące na rynku pudełkowym. Możliwości Steama, choćby związane z szybką aktualizacją gier i nie da się ukryć, właściwie uniemożliwiające odsprzedaż raz aktywowanej gry, spowodowały, że wydawcy do pudełka woleli wrzucać klucz Steam niż grę DRM free. Tu jednak pojawił się problem. Jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać platformy umożliwiające odsprzedaż kluczy, a wydawcy szybko zorientowali się, że tanie klucze na rynku jednego kraju powodują “psucie rynku” w krajach bogatszych, gdzie chcieliby oferować grę w pełnej cenie. Sytuacja wydawała się bez wyjścia, a gracze zaczęli godzić się z tym, że gry AAA na PC muszą swoje kosztować i w Polsce w okresie premiery równowartość 60 dolarów. I tu pojawiają się GOG oraz Steam…

Wprowadzenie złotówek może wydawać się zmianą kosmetyczną, ale taką nie jest, a przynajmniej nie musi być. Po pierwsze Steam przeliczył automatycznie ceny z dolara, a nie z euro, co już powoduje spadek cen. Ważniejsze jednak jest to, że obie platformy dają możliwość ustalenia dla Polski innych, w domyśle niższych cen. Platformy korzystając z geolokalizacji pozwolą na zakup za niższą cenę tylko na terenie danego kraju. Czy wydawcy z tego skorzystają? Można przypuszczać, że tak. Czy stanie się to od razu? Prawdopodobnie będzie to powolny proces, bo wcześniej będą chcieli się przekonać, czy zaradni gracze nie znajdą jakiegoś sposobu na ominięcie nowego systemu. Już jakiś czas temu Steam, przygotowując się na nową sytuację, mocno ograniczył możliwość handlu i wymiany prezentów. Czy w systemie jest dziura, która uniemożliwi skuteczne obniżenie cen tylko dla graczy z wybranego kraju? Wydaje się, że nie. No, chyba że politycy namieszają…