To nie będzie specjalnie szokujące wyznanie – uwielbiam kino klasy B. Zarówno klasyki, jak i mniej znane rzeczy. Uwielbiam też taką estetykę w grach, a jeszcze do tego jak dodamy pixelart oraz RPG to robi się ciekawe…

Co to takiego ten Death Trash? W skrócie – postapokaliptyczny RPG z akcją w czasie rzeczywistym i półotwartym światem, a wszystko to polane sosem groteski, horroru, sci-fi i innych tego typu przyjemności. Brzmi dobrze prawda? Do tego wszystko ma być pełne pixelartowej przemocy, odniesień do seksualności, krwi, flaków i przekleństw. Nie wiem jak wy, ale ja lubię gdy gra wie czego chce i wcale się nie cacka by to osiągnąć. W przypadku Death Trash jest tak dlatego, że to praktycznie dzieło… jednego człowieka! Tak tak – za wszystko (poza audio oraz sugestiami dotyczącymi fabuły, etc.) jest odpowiedzialny Stephan Hövelbrinks. W dzisiejszym świecie wielkich studiów i ogromnych zespołów to po prostu robi wrażenie. Zobaczcie zresztą jak wygląda świat Death Trash – dla mnie ten pixelart jest naprawdę klimatyczny:

Taki styl graficzny zdecydowanie do mnie przemawia. Co z samą grą? Tu nie ma większych zaskoczeń – strzelamy, bijemy, rozmawiamy, odpalamy psychiczne moce, by jeszcze bardziej pognębić oponentów. Co ciekawe będziemy mogli zabić nawet postacie przyjazne naszemu bohaterowi, albo w każdej chwili odejść od kogoś z kim aktualnie prowadzimy konwersację. Punkowo!

Gra ma ukazać się w 2020 roku w wczesnym dostępie na PC. Twórca przewiduje, że gra będzie w Early Access około roku, a potem w pełnej wersji trafi na PC oraz konsole (PS4, Xbox One, Switch oraz do innych sklepów PC). Dodatkowo tłumaczy wybór Early Access tym, że pragnie pozostać niezależny, pracować w swoim własnym tempie i móc odnieść się do uwag które mogą mieć gracze. Powiem tak – facet totalnie mnie kupił. Nie dość, że jego gra jest punkowa w podejściu to ona sam jak widać hołduje filozofii DIY czyli Do It Yourself (Zrób To Sam).

Tutaj możemy zobaczyć trailer z gry: