Bez obaw, Facebook nie kupił Guerrila Games, a amerykańscy specjaliści nie wpadli jeszcze na to, by w kontynuacji Horizon: Zero Dawn wcisnąć jakiegoś messengera, czy osadzić parę kontekstowych reklam. Imperium złożone z Facebooka i Oculusa właśnie obrasta w treści, a my obawiamy się, że na ten cukierkowy, beznogi świat nazwany Horizon ktoś da się nabrać.

Facebook właśnie zapowiedział swoją własną wizję wirtualnego świata, przypominającą to co mogliśmy oglądać na przykład w postaci Oasis w Ready Player One. Uniwersum Horizon ma być ot takim sandboxem dla zmęczonych życiem, niezbyt dojrzałych dorosłych, lubujących się w feeriach barw współczesnych kreskówek. Będzie można grać gry, socjalizować się w VR, eksplorować wirtualne światy w goglach Oculusa. Zupełnie jak w Second Life, a sięgając głębiej w przeszłość – w Virtual World. Jako zamknięta beta Facebook Horizon startuje już na początku 2020 roku, a po wirtualnych światach będziemy skakać przez Telepody. Będą gry, filmy, będzie grała muzyka, a my będziemy mogli umawiać się na wspólne rozrywki z naszymi wirtualnymi przyjaciółmi. Już można aplikować o dostęp do bety.

W związku z uruchomieniem Facebook Horizon, pod koniec października możemy spodziewać się zamknięcia dotychczasowych serwisów VR – w tym Oculus Rooms i Facebook Spaces. Cała zabawa w Facebook Horizon ma się zaczynać od miejskiego centrum, skąd powędrujemy do innych rozrywek, światów własnej konstrukcji lub gier dla wielu graczy. Konstruowanie własnych wysepek w VR brzmi jak powtórka z Second Life, podobnie jak malowanie własnych awatarów i ubieranie ich wirtualne ciuszki. Chciałoby się po amerykańsku zakrzyknąć „łał” lub „kul” ale chyba nie ma do czego. Spoglądając na awatary, łatwo dostrzeżemy, że brakuje im kręgosłupa. Przynajmniej tej dolnej części, razem z nogami. Łatwo sie domyślić, że brak odpowiedniego kontrolera uniemożliwi na razie przenoszenie ruchu nóg do wirtualnych światów. Przez co wszystkie postacie w Horizon wyglądają jak lewitujące w powietrzu warianty duszka Caspera. Trochę strasznie, trochę śmiesznie.