Brakuje mi Goblinsów, Inki, Lost in Time, Weena i Woodruffa i jego Schibble z Azymutu. Gry francuskiego Coktel Vision to przeszłość sprzed ćwierćwiecza. Nie spodziewałem się, że jeszcze kiedykolwiek siądę do gry w podobnych klimatach. Aż tu nagle założyłem Oculusa na głowę, korzystając z 15 dolarów, jakie firma Marka Zuckerberga przydzieliła mi w nagrodę za awarię systemu i…

Kupiłem Unearthed Inc: The Lost Temple. Rzecz ukazała się półtora roku temu i przeszła obok pixelowych radarów. Albo nie dostarczyli kodu, albo uznaliśmy, że to za mały tytuł, żeby go recenzować, albo po prostu wieść o nim nie dotarła do nas – tego już naprawdę nie pamiętam. Sam teraz myślałem, że poza pochłonięciem paru błyszczących widoczków niewiele więcej doświadczę. W końcu jego producenci. Glo Inc to debiutanci w branży gier. Ale historia tej firmy okazała się tak ciekawa, że zanim napiszę o Unearthed, muszę wspomnieć o niej samej.

Glo Inc zostało założone w 2016 roku przez Steve’a Zhao po to, by skupiać się na projektach VR. Obecne w kilku miastach na świecie Sandbox VR to właśnie ich robota. Współpracują również z IMAX – w Los Angeles wyświetlany był ich trzydziestominutowy Deadwood Mansion, horrorowe demko opisywane szumnie – co już stało się kanonem – jako „wizualne doświadczenie”. Zhao pracował wcześniej w specjalizującym się w HOPA Blue Tea Games, gdy więc zarzucił decyzję, że oprócz zewnętrznych projektów komercyjnych wyprodukuje też grę, można było podejrzewać, że okaże się ona przygodówką.

I Unearthed dokładnie nią jest. Zbiera się przedmioty, przenosi do drugiej komnaty, używa ich, otwiera kolejne przejścia, rozwiązuje proste zagadki logiczne. System lokomocji jest dokładnie taki jak w grach Coktel Vision, czyli stoimy w planszy i eksplorujemy ją do bólu kości. Jest pełen room scale, czyli obracamy się we wszystkich kierunkach. Zdarzają się nawet pojedynki z bossami, można więc zginąć! Ale wszystko dzieje się w przyjemnej bukolicznej atmosferze najbardziej kojarzącej mi się z Weenem. To właśnie w nim występowały absurdalne motywy, kuriozalny świat podany nie w komediowej formie jak Goblins czy Woodruff, lecz przedstawiony jako istniejący zupełnie na serio. Strasznie mi się to podobało także tutaj. Jedno z moich milszych zaskoczeń VR w ostatnim czasie.