Dawny hegemon rynku elektronicznej rozrywki, Apple i Google w jednym, wcale nie umarł. Z anakondy zrobił się zaskroniec, który ostatnio staje się coraz bardziej aktywny.

Firma obecnie ma siedzibę w Paryżu przy niezbyt reprezentatywnej 78 rue Taitbout. To już nie Borregas Avenue w kalifornijskim Sunnyvale. Nie palmy ani homary, lecz odpowiednik francuskiej Państwowej Inspekcji Pracy po drugiej stronie uliczki i średnio wykwintne knajpki dookoła. Ale czasy szpanowania bombastycznymi siedzibami już dawno minęły – dzisiaj liczą się jedynie cyferki w Excelu przy ocenianiu, czy ktoś jest pozerem, czy prowadzi sprawny biznes. A ten w przypadku firmy dowodzonej obecnie przez dyrektora generalnego Frederica Chesnaisa wygląda całkiem optymistyczne. Działanie na niewielką skalę i pełne wykorzystywanie posiadanych aktywów, to hasła Francuzów.

Chesnais nie wziął się znikąd. Zaczynał karierę jako prawnik, potem pracował w Atari Group – co prawda w czasach, gdy firma dogorywała, stanowiąc konglomerat, w którym rządziło Infogrames, inwestujące w coraz dziwniejsze przedsięwzięcia. Odszedł w 2007 roku, powracając potem jako znaczący udziałowiec, który odkupił udziały od bankruta. Widać, że drzemie w nim dużo energii i ma pomysły na to, co robić dalej.

Atari planuje wydanie wiosną 2018 roku konsoli Ataribox, mającej być „maszyną czasu katapultującą do przeszłości i mostem do teraźniejszości. Design sprzętu przypomina mocno „woody’ego”, czyli oryginalny model Atari VCS. Przed premierą ma wystartować akcja crowdfundingowa, która oprócz zebrania funduszy będzie miała zupełnie inny cel – spowodowania, że wszystkie serwisy technologiczne na zasadzie ciekawostki ponownie przypomną sobie pradawną nazwę „Atari”.

A w Polsce? Zupełnie przypadkiem okazało się, że w Katowicach działa firma ATARI SP. Z O. O. specjalizująca się jeszcze do niedawna w lokalnym transporcie samochodowym z magazynowaniem oraz obsługą boisk i stadionów, a obecnie w telekomunikacji. Informację dostarczyła na Pixelowej grupie fejsbukowej użytkowniczka Natalia, zamieszczając publikowane powyżej zdjęcie. Nie byłoby może w tym nic specjalnego, gdyby nie fakt, że logo firmy, której jako prezes zarządu widnieje Peter Nigel Lee, to klasyczne czerwone „Fuji”. Zapewne Frederic Chesnais nie zdaje sobie sprawy z tego, co się dzieje nad Wisłą, bo w to, że wygasły mu prawa do legendarnego znaku firmowego, trudno byłoby uwierzyć. A może paryskiemu Atari tak dobrze się wiedzie i jest tak zajęte, że nie będzie zamierzało się procesować tak jak niegdyś z Activision?

Swoją drogą, poszukiwania, kim jest Peter Nigel Lee spośród osób pracujących w biznesie, wskazują jedynie na pewnego Brytyjczyka urodzonego w 1928 roku. Wydaje się niemożliwe, że to ten sam człowiek. Miejmy nadzieję, że to nietypowe nazwisko prezesa nie jest tym samym, co Alan Smithee w branży filmowej.