I jest to wyraz ich wielkiego szacunku!

Josh Ye z Abacusnews opracował interesujący raport na temat postrzegania zachodnich firm przez chińskich graczy i nazw, jakie przypisywane są poszczególnym firmom. Na pierwszym miejscu zestawienia wylądował CD Projekt RED, czy też „głupi polski osiołek”. Zanim jednak wkurzycie się na ludzi z drugiego końca świata obrażających polskie studio, warto zrozumieć, co kryje się za tym terminem: „Czerwoni” są osiołkami, bo pracują niestrudzenie, tworząc dodatkową zawartość do gier, są głupi, bo rozdają ją za darmo, a nie wyciskają z gier każdego juana mikrotransakcjami a polscy są dlatego, że… cóż, chyba wiecie.

To nie jedyny taki „pseudonim” jakiego używa się w Chinach w odniesieniu do zachodnich firm. Ubisoft to „fabryka ziemniaków”, bo infrastruktura serwerów francuskiego koncernu jest wszędzie tak samo kiepska, Capcom to „Ca-bitch” ze względu na składanie obietnic i wycofywanie się z nich przez lata, BioWare to Gayware ze względu na uwzględnianie postaci LGBT w swoich grach (w Chinach orientacje inne niż heteroseksualna są w najlepszym wypadku problematyczne, a często stają się obiektem cenzury), z kolei Nintendo to Old Nin, stary przyjaciel, który jest z chińskimi graczami od dekad.

Lokalne firmy też mają swoje specjalne nazwy – Tencent to „fabryka pingwinów” ze względu na pingwina w logo firmy i olbrzymią, szybką produkcję nowych tytułów, a Netease to „fabryka świń”… bo właściciel firmy, Ding Lei, kocha rolnictwo i hoduje wyjątkowe, czarne świnki, których mięso chodzi po 24 USD za kilogram. Świnki te zabierane są też z właścicielem na World Internet Conference, gdzie ich mięsem delektują się szefowie największych firm technologicznych. To poszło w bardzo dziwnym kierunku, nie uważacie?