Może po prostu ludzie są ciekawsi od smoków?

A może jest tak, że nie pasuję w ogóle do Skyrima? Próbuję zrozumieć, dlaczego nie potrafiłem się wciągnąć w tą epicką opowieść, że tu jacyś buntownicy, a tam jakieś grzmotołazy czy inne dzikie węże, no i nie wiem, może się takiego czegoś nie na poważnie słuchać jadąc wozem w wirtualu? Może to ten sam powód, dla którego dziesięć lat temu porzuciłem pomysł pisania fantasy na rzecz powieści mainstreamowych: okazało, że ludzie są ciekawsi niż elfy i smoki.

Bo nie chodzi o to, że nie potrafię usiedzieć spokojnie przed konsolą i wysłuchać czyjejś opowieści. Zaliczyłem kilka visual novels, ubówstwiam Life is Strange (wyszło właśnie na iOS!). Właśnie wyszedł drugi odcinek prequela, Before the Storm. Wrażenia z pierwszej części opisałem w Pixelu 30:

Kiedy usłyszałem, że ma wyjść jej prequel, poczułem się trochę oszukany; jakby ktoś chciał rozcieńczyć te emocje, które przeżyłem grając w pierwszą część: przez ten nieoczekiwany powrót do przeszłości odzyskać rzecz utraconą. (…) Ale potem, gdy ściągnąłem pierwszy z trzech odcinków prequela, przestałem się martwić i pokochałem nową grę. Powrót do miasteczka Arcadia Bay nie tylko nie odebrał uczuć związanych z ukończeniem oryginału, ale je pogłębił.

Drugi odcinek to dalsza eksploracja trudnego świata nastoletnich dziewcząt. Gra jest trochę o wyborach i konsekwencjach, ale i o fatum: na jedne rzeczy gracz ma wpływ, na inne nie (wiadomo, do czego to wszystko zmierza): miłość okazuje się silniejsza od rozsądku.

Jak w pierwszym odcinku, tak i tu nie brakuje pyszności. Tam mogliśmy zagrać w grę RPG ze szkolnymi nerdami, tutaj wystąpić w szkolnym przedstawieniu „Burzy” Szekspira. Cóż za wielopoziomowe nawiązania, raz, że do popularnego motywu komedii romantycznych dla nastolatków, które uwielbiają czerpać z Szekspira („Get Over It”, „Zakochana złośnica”), dwa, że do tytułowego nadchodzącego sztormu, trzy, że na scenie zaczyna dziać się prawdziwa magia.

  • Na marginesie: nic chyba nie przebije przedstawienie „Romea i Julie” w wykonaniu maszyn z Nier Automata, to trzeba zobaczyć.

Ale że to historia, w której nie będzie szczęśliwego zakończenia, w ostatnim akcie (gry, nie sztuki) wraca realizm i desperacja amerykańskich suburbiów.

Kogo obchodzą smoki? Jeszcze rozumiem androidy, które są lustrem zbudowanym przez ludzi, żeby się lepiej poznać, ale smoki?