To nie jest próba recenzji (short version: dużo bardziej na tak, niż na nie), raczej szybka obserwacja.

>Observer_ miał premierę ponad dwa lata temu, wydaje mi się, że grałem chwilkę w jakąś betę na Pixel Heaven, albo przy okazji Pixel Awards (a może tylko oglądałem gameplay?), ale tak normalnie spróbowałem zagrać dopiero teraz. Przy czym zacząłem w lipcu (pewnego dodatkowego smaczku emocjonalnego przydał fakt, że w czasie kiedy grałem umarł Rutger Hauer, podkładający głos głównego bohatera), skończyłem teraz. Te daty są o tyle istotne, że odpaliłem grę w chwilę po tym, jak skończyłem grać w Layers of Fear 2, żeby je zrecenzować do Pixela. Czyli siadając do Observera miałem LoF2 świeżutko w pamięci, w dodatku w gry Bloobera grałem w innej kolejności, niż wychodziły – co pewnie miało wpływ na moje odczucia. Ale nie sądzę, żebym się z nimi nie zgodził grając w innej kolejności albo w większym odstępie czasu, co najwyżej by mnie pewne rzeczy nie uderzyły tak mocno.

Dobrze, wstęp był skomplikowany, a rzecz jest całkiem prosta. Mam wrażenie, że Bloober tak się zafiksował na pewnym sposobie prowadzenia narracji i reżyserowania w swoich grach, że niespecjalnie się one różnią między sobą. Oczywiście, inny świat, inna historia, tam przeszłość, tu przyszłość, tu cyber dziwaki, tam duchy – ale chodziłem po wąskich korytarzykach krakowskiej kamienicy i cały czas miałem wrażenie, że jestem gdzieś w Layers of Fear. I nie chodzi o to, że raz i drugi pojawiło się ewidentne nawiązanie do LoF, to akurat było zabawne i easteregowo zrozumiałe, bardziej o to, że użyte środki – sposób interakcji z otoczeniem, zamykające się drzwi, sposób operowania dźwiękiem, niektóre assety – sprawiały wrażenie przeniesionych żywcem. Ctrl-C, Ctrl-V.

Aż się boję spróbować Blair Witch.