Maszyny arcade – za wyjątkiem ZSRR – nie były produkowane w krajach demokracji ludowej. Nie zmienia to jednak faktu, że dwa największe współczesne obiekty udostępniające tego typu rozrywkę znajdują się właśnie na terenie dawnych demoludów.

Jednym z nich jest koncentrujący się na flipperach Budapest Pinball Museum oraz działająca pod Pragą wideogrowa Arena. Bez wrzutników, bez moniaków. W czasach PRL-u maszynami arcade nazywano przede wszystkim automaty z monitorami, które określano jako gry telewizyjne lub flippery. Tymczasem pierwotnie maszyny arcade odnoszą się do wszystkich gier w formie automatów, a więc nie tylko flipperów, ale również gier elektromechanicznych, które istniały jeszcze na długo przed tymi pierwszymi. Ich cechą charakterystyczną była dostępność w miejscach publicznych i konieczność zapłacenia za każdą rozgrywkę poprzez wrzucenie monety czy żetonu (w czasach nam bliższych praktykuje się płatność kartami lub banknotami). Obecnie jednak tego typu retroplacówki inkasują jedynie za wstęp – wyżej wymienione miejsca nie są w tej kwestii wyjątkiem.

Nie mogłem uwierzyć, kiedy dowiedziałem się, że coś takiego działa w Czechach. Dość szybko padło hasło, żeby wybrać się tam z ekipą. Jeden z kumpli stwierdził, że on odpada, bo może pograć w takie gry na komputerze, więc nie jest to żadna wielka atrakcja. Nic bardziej błędnego! Kiedy już się tam znalazłem, czułem się jak ten osioł z dwoma żłobami – ciężko było mi zdecydować, w co grać, szczególnie że wybór miałem przecież olbrzymi. Ostatecznie, jak to zwykle z takimi oldschoolowymi atrakcjami bywa, skupiłem się na tym, co znam; tak działa nostalgia.

Arkadia!

Retrogaming w dużej mierze opiera się na grze w tytuły, które nie tylko świetnie znamy, ale również z przyjemnością wspominamy – niekiedy nawet z łezką w oku. Doskonale pamiętam, jak zaszkliły mi się oczy, gdy po raz pierwszy dzięki MAME odpaliłem na pececie Commando. Nie zmienia to jednak faktu, że nie ma porównania między rozgrywką na komputerze a na oryginalnej maszynie, szczególnie gdy wokół kłębią się równie stare konie jak Ty (chociaż nie brakowało też dzieciaków i nastolatków), a samych maszyn z dawnych czasów są obok dziesiątki. W ArcadeHry jest ich około 150!

W przeważającej części są to dedykowane oryginalne automaty, wszystkie zachowane w świetnym stanie lub poddane renowacji. Najstarszy jest klon Ponga z 1974 roku, a nowsze pochodzą z lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Najnowszymi są te z obecnego stulecia:  dwa o polowaniach z serii Big Buck, na których zagrałem bez sukcesów (i z mieszanymi uczuciami) oraz Dance Dance Revolution 8th Mix – DDR Extreme do tańca. Właściciel tego miejsca Jan Orna wytłumaczył mi jednak, że skupia się na głównie na starszych, dwuwymiarowych grach. A jak je dobierał?

„Wybrałem najlepsze gry, jakie pamiętam z dzieciństwa, oraz rzadkie tytuły, by móc przyciągnąć kolekcjonerów i zabawić zainteresowanych”

Są w Arenie typowe budy z joyami i przyciskami, ale są i takie z mniej konwencjonalnym sposobem sterowania, jak na przykład Paperboy (1984) z kierownicą rowerową lub gry motocyklowe, przy których dosiadamy żelazne rumaki, jak w Manx TT Superbike Twin. Są tak zwane coctaile, czyli automaty stolikowe (strzelanka Moon Cresta z 1980), czy takie, do których się wsiada (The Lost World: Jurassic Park z 997). Nie brakuje też strzelanek, jak chociażby Alien 3: The Gun (1993) czy House of Dead (1997).

Można ciupać w klasyczne czy wręcz legendarne gierki lat osiemdziesiątych takie jak Joust, Dig-Dug, produkcje z pac-manowej rodziny (aż trzy!) i wiele innych. Mamy też okazję poznać takiego rodzynka jak Michael Jackson’s Moonwalker z 1990 roku (który, co ciekawe, znacznie różni się od konwersji konsolowej. Pod tym tytułem ukazały się zresztą tak naprawdę dwie gry – jedna od Segi, a druga od angielskiego U.S. Golda) – wbrew pozorom to bijatyka, a również bijatyk jest w Arenie wiele. Możemy spotkać KungFu Mastera, Double Dragona, Street Fightera 2, Simpsonów, Tekkena czy różne odsłony Mortal Kombat.

Bez końca

Cały projekt nazywa się ArcadeHry i został zainaugurowany w 2004 roku. Siedem lat później, bo tyle zbierano gry, otworzono Arenę. Ma ona formę jednopiętrowego drewnianego budynku – parteru i antresoli. Obok znajduje się zamek z muzeum i restauracją, a do czeskiej stolicy jest około 30 kilometrów.

Wiem od Jana, że nie ma jeszcze wszystkich gier. Chciałby dokupić takie tytuły jak Discs Of Tron, Tapper, Donkey Kong Junior lub Donkey Kong 3 oraz Crossbow, w którym zgodnie z nazwą strzela się kuszą. Zastanowiło mnie to, że są tylko dwa flippery: Creature from the Black Lagoon z lat dziewięćdziesiątych (a więc z dużym mozaikowym wyświetlaczem) i zepsuty, starszy Big Guns z licznikami alfanumerycznymi. A przydałby się jeszcze jakiś „elektromechanik”, czyli automat z licznikami bębnowymi, no i ze 2-3 arkadówki analogowe.

„Specjalizujemy się w grach wideo. Mamy spore problemy z naprawami flipperów, bo to nie nasza domena. Z elektromechanicznymi grami przypuszczalnie byłby podobny kłopot. Zwyczajnie nie mamy dość czasu by rozgryzać zasady ich działania. Tak więc zostawiamy to innym” – wyjaśnił Jan

Bilet normalny na cały czas działania Areny kosztuje 200 CZK, czyli nieco ponad 30 zł. Mniej płacą dzieci i młodzież, a dorośli mogą wejść taniej na dwie godziny przed zamknięciem. Czego chcieć więcej w sytuacji, w której nie wynaleziono jeszcze podróży w czasie?

Artykuł ukazał się w Pixelu #22, którego nakład został już wyczerpany. Zapraszamy jednak do sklepu Pixela po inne wydania magazynu w druku oraz po cyfrowe wersje.